Na skróty
Money.plFirmaWiadomościKadryPrawo pracy kagańcem na związki
2006-03-29 17:05

Prawo pracy kagańcem na związki

Prawo pracy kagańcem na związki

Autor: Donata Wancel


Na jesieni rząd Kazimierza Marcinkiewicza zamierza przedstawić projekt nowego kodeksu pracy. Jednak dopiero po wyborach samorządowych, ponieważ boi się, że zaproponowane zmiany nie przypadną do gustu związkom zawodowym.

Jako nieszczerość rządu, określił Jan Guz, przewodniczący OPZZ brak informacji o tym jak będą wyglądały dokładnie zmiany w kodeksie pracy i przesuwanie terminu ich przedstawienia na bliżej nieokreślony czas jesienny.

„Kaganiec nałożymy wam później, a teraz kiedy mamy kaganiec polityczny, to nie pokażemy tego projektu. Rząd to firmuje, coś tam tka, pisze, w tajemnicy wielkiej i niepotrzebnie podgrzewa sytuację” – mówił Guz.

Projekt kodeksu daje pracodawcy prawo do zastosowania lokautu, czyli zawieszenia działalności zakładu pracy, co ma być formą odpowiedzi na nielegalną działalność strajkową związków zawodowych. Obecnie pracodawca nie ma możliwości, żeby w odpowiednio stanowczej formie odpowiedzieć na strajk.

Projekt zakłada także, że w zakładach pracy, w których nie ma związków zawodowych, w sporze pracownicy będą mogli być reprezentowani przez komitet protestacyjny. Nowym sposobem na rozwiązanie sporu zbiorowego ma być arbiter – osoba, która posiada wykształcenie prawnicze, pełnie praw obywatelskich oraz znajomość stosunków pracy. Jej orzeczenia mają mieć dla stron moc wiążącą.Także mniej działaczy związkowych w firmie będzie podlegało szczególnej ochronie przed wypowiedzeniem umowy o pracę lub zmianą jej warunków. Związkowcy nie będą mogli jednak być dyskryminowani, a osoba dyskryminująca pracownika ze względu na działalność w zakładowym przedstawicielstwie pracowników podlegać ma karze grzywny.Według Guza, już teraz w prawie pracy jest taki zapis, ale nie jest on stosowany.

Zmiany zaproponowane przez Komisję Kodyfikacyjną zakładają: dla pracownika – zwiększenie urlopu wypoczynkowego do 28 i 36 dni, jednak w jego skład „czerwonych” dni kalendarzowych, czyli niedziel i świąt. Możliwe byłoby zawieranie przedwstępnych umów o pracę, ograniczenie do 3 lat łącznego czasu trwania umów na czas określony z jednym pracodawcą, wydłużenie z 3 do 5 lat okresu przedawniania roszczeń ze stosunku pracy, ograniczenie – do połowy – liczbę dni urlopowych w okresie wypowiedzenia, czy lepszą ochronę przed dyskryminacją.

Pracodawcy skrócony zostanie okres płacenia wynagrodzenia za chorobę pracownika z 33 do 14 lub 7 dni, będzie mógł wypłacić odszkodowanie zamiast przywracać pracownika do pracy, nie będą mogli łączyć odpraw z tytułu zwolnień grupowych z odprawą emerytalną. Będą mogli za to badać pracowników alkomatem i przeprowadzać testy na obecność psychotropów, stosować nowe formy zatrudnienia, jak telepraca. Będą mieli także więcej czasu na oddanie zaległego urlopu – 6 miesięcy, a nie 3 jak dotychczas oraz nie będzie obowiązku tworzenia planu urlopu, pracownik będzie się dogadywał w tej kwestii na bieżąco bezpośrednio z przełożonym.

Nad projektem pracuje Komisja Kodyfikacyjna, którą powołał jeszcze rząd Leszka Millera. I choć wstępny projekt w październiku 2005 roku został przedstawiony premierowi Markowi Belce, obecny minister pracy Krzysztof Michalkiewicz twierdzi, że nie zna tego projektu.

W biurze prasowym ministerstwa pracy i polityki socjalnej poinformowano, że projekt jeszcze nie został przedstawiony ministrowi, więc nie znają jego szczegółów i nie mogą się wypowiadać. Odesłano do Komisji Kodyfikacyjnej, która zajmuje się jego przygotowaniem.Komisja Kodyfikacyjna kończy swoją kadencję we wrześniu 2006 roku i po tym czasie ma być przedstawiony opinii publicznej.



ZOBACZ TEŻ:
Źródła prawa pracy w rozumieniu ustawy Kodeks pracy
Pytanie: Jakie są źródła prawa pracy w rozumieniu ustawy Kodeks pracy?...


2006-03-31 10:17:19 62.111.186.* | Żak
Re: Prawo pracy kagańcem na związki [1]
Przynależność do związków zawodowych jest dobrowolna , wobec
czego ktoś kto nie chce uczestniczyć w kształtowaniu prawa pracy
i nie chce "płacić składek na nierobów" niech tego nie robi.
Przy tak skostniałym myśleniu niedługo będzie płacił dziesięcinę
i czapkował jaśnie wielmożnemu panu pracodawcy.
2006-03-31 17:16:08 83.15.162.* | durny Polaczek
Francuzi i Niemcy wychodzą na ulicę gdy ich rządy próbują
majstrować przy kodeksie pracy. Nasz kodeks jest i tak mniej
korzystny od ich, ale założę się, że nikt palcem nie kiwnie w
jego obronie...
2006-03-30 18:01:13 83.30.96.* | Bernard
Re: Prawo pracy kagańcem na związki [1]
Przedstawiono przecieki z komisji kodyfikacyjnej, które nie
muszą wcale być zgodne z tym, co komisja rzeczywiście
zaproponuje we wrześniu. Przedstawiono również wyłącznie
stanowisko jednego związkowca, który uważa, że obecny kodeks
pracy jest super i dlatego mówi, że żadne zmiany nie znajdą
poparcia związków. A są w kodeksie i takie zapisy, które powinny
być zmienione dla dobra pracowników i czy to oznacza, że takich
zmian również związki nie poprą? Jeżeli związki mówią, że
żadnych zmian nie poprą to znaczy nawet tych korzystnych dla
pracowników. Z tego wywodzę wniosek, że obecny kodeks jest
najlepszym z istniejących na świecie kodeksów dla etatowych
działaczy związkowych i obawiają się oni, że stracą swoje
przywileje lub, jeżeli pracownicy zyskają coś na zmianie kodeksu
to może nie zechcą płacić składek na etatowych nic nierobiących
dobrze zarabiających. Dalszy wniosek jest taki: działacze
związkowi są zawsze na fali, gdy załogi czegoś się boją. Dawno
już zauważono, że ludzie najbardziej boją się zmian, bo bardziej
boją się nieznanego zła od znanego. Kolejny, więc wniosek jest
taki: Przecieki z komisji kodyfikacyjnej są specjalnie
zniekształcone przez etatowych związkowców, aby straszyć załogi,
bo bojący się pracownicy potrzebują więcej dzielnych głośnych i
odważnych działaczy etatowych. A że mogą i powinny być
wprowadzone zmiany korzystne dla pracowników podam przykład:
dziś, aby ustalić czy pracownik ma prawo do 20 czy do 26 dni
urlopu musi on przynieść nowemu pracodawcy ostatnie świadectwo
szkolne oraz wszystkie świadectwa pracy z poprzednich miejsc.
Rzadko się zdarza, aby pracownik z 10 letnim stażem miał mniej
niż kilka świadectw a często np ma ich kilkanaście, bo firmy
padają są sprzedawane, przekształcane i raz zatrudniają a raz
redukują zatrudnienie. Powoduje to za każdym razem kosztowną
biurokrację i powody do sporów o prawidłowe zliczanie
lat,miesięcy i dni pracy ich sumowanie i zaokrąglanie, aby
ustalić wymiar urlopu i datę, od kiedy urlop z 20 dni zwiększa
wymiar na 26 dni. Można by to wszystko wyrzucić z kodeksu i z
specjalnego rozporządzenia ministra pracy o urlopach już 2 razy
nowelizowanego. Zamiast obciążać pracodawców i pracowników
kosztami tej biurokracji i tonami kopiowanych świadectw oraz
niszczyć papier, który musi być przez 50 lat archiwizowany można
by zapisać w kodeksie jedną prostą zasadę: „za każdy
przepracowany miesiąc pracownik nabywa prawo do 2 dni
urlopu”. Czyli od razu niezależnie od szkoły od stażu
ogólnego za każdy przepracowany rok wszyscy mają 24 dni urlopu.
Proste, łatwe do ustalenia i rozliczenia, wystarczy znać datę
przyjęcia do pracy u swojego aktualnego pracodawcy. Niepotrzebne
w całym kraju miliony dokumentów w teczkach osobowych. Korzyść
zarówno dla pracownika, bo nie jest tak, że młody potrzebuje
mniej urlopu niż starszy a kto spędzał wesoło i zdrowo czas jako
student na rajdach i imprezach studenckich nie zmęczył się
ciężka pracą w szkodliwych warunkach, więc dlaczego ma od razu
mieć więcej urlopu? A dla pracodawcy każde zmniejszenie
obowiązkowej biurokracji jest zawsze również korzystne i
wypoczęty pracownik lepiej pracuje, co jest z korzyścią dla
pracodawcy.
Podobnych zapisów niepotrzebnie komplikujących prowadzenie spraw
pracowniczych rodzących konflikty jest w obecnym k.p. jeszcze
kilka a poza tym za dużo zostało w nim rozwiązań, które
zwyczajnie nijak się mają do obecnej rzeczywistości w większości
firm, gdyż wymyślono je dla wielkich socjalistycznych zakładów
pracy, których ostatnie dinozaury najbardziej obciążają budżet
zasilany podatkami zdrowej części firm prywatnych. Kto nie
wierzy niech podliczy ile w ciągu ostatnich 5 lat kosztowały nas
dotacje ulgi, umorzenia niezapłaconych składek ZUS i pomoc dla
górnictwa hutnictwa, kolei, stoczni, ursusa itp. Proszę porównać
to z wydatkami na służbę zdrowia lub na utrzymanie dróg. A
przecież te zakłady powinny być filarami polskiej gospodarki i
przynosić budżetowi najwięcej przychodów a są studniami bez dna.
O dziwo zaś tam właśnie jest najsilniejsza struktura związkowa i
najwięcej etatowych działaczy od robienia awantur, w których
rany odniosło, co roku setki policjantów ochraniających
„pokojowe manifestacje”, na które zabiera się
ciężkie i niebezpieczne przedmioty jak łomy style od kilofów,
petardy i ważące do 0,5 kg nakrętki stalowe do rzucania. Za ich
leczenie znów zapłacili podatnicy, którzy zarabiają znacznie
mniej niż średnie płace w tych nierentownych molochach, których
do tej pory wszystkie Rządy zwyczajnie się bały. Na szczęście
więcej obecnie polaków pracuje w małych prywatnych zakładach niż
w tych zacofanych mentalnie molochach. Dla tych pracowników
małych firm trzeba unowocześnić kodeks pracy. Ale tam nie ma
etatowych działaczy związkowych i nie będzie nawet gdyby 100 %
pracowników tych firemek należało do związków, dlatego
związkowcy będą przeciwni, bo to nie ich działaczy interes.
2008-05-07 03:28:02 193.238.180.* | gość
Liderzy związkowi z wynagrodzeniem dyrektora. zwolnieni ze
świadczenia pracy, otrzymujący premie, i traktowani z
największymi honorami, niektórzy nie usuwalni. Bywający na
salonach, w ministerstwach, świadczący płatne usługi dla KPP
niepłacący za to podatków. Niektóre organizacje nawet nie
mają rejestracji w KRS. Niektórzy są w zarządach kilku
związków. Mierni ale wierni. Są w stanie poświadczyć za
pieniądze każdy przekręt, nawet w sejmie. Cały czas walczą, w
sądach o swoje dyrektorskie wynagrodzenia. Są naganiaczem
taniej siły roboczej. Trzeba odróżnić zarządy związków
zawodowych od zwykłych członków. Potrzebna jest zmiana
ustawy o związkach zawodowych, która rodzi patologie w
patologicznym polskim społeczeństwie, które wyraża
przyzwolenie na oszustwa i łamanie prawa, oraz
wykorzystywanie prawa.
2006-03-29 20:48:57 212.244.100.* | Andre
Mówmy serio, odwaga ? [1]
to chyba nie w tym rządzie, on raczej skupia się na atakowaniu
odważnych - przykład Balcerowicz.
2006-03-31 17:10:17 83.15.162.* | Popłakany ze śmiechu
Balcerowicz odważny? haha .. haha...
Popłakałem sie ze śmiechu :D. Ja swoje lata już mam i w
latach 1997-2001 oglądałem TV i powiem tyle - takiego
tchórzliwego śmiecia jak Balcerowicz to ze świeczką szukać.
Teraz sprawia wrażenie odważnego, ale jak na mój gust do
walki gonią go zagraniczny mocodawcy.
2006-03-29 19:40:46 83.21.80.* | tkondziola
Re: Prawo pracy kagańcem na związki [10]
Moje pytanie jest takie: czy znajdzie sie taki odwazny polityk i
ukruci te bande nierobow ze zwiazkow zawodowych np. poprzez
zmiane statusu tychze organizacji do zwyklych stowarzyszen tak
aby nie mogly szerzyc zametu?
2006-03-30 07:46:20 62.111.211.* | jerzy
tak,tak dalej ,a wrócimy do roku1980
A mi się marzy PRL?
2006-03-29 21:38:45 195.128.113.* | g prawda
Korwin by to zrobił ale głosowano na po, pis, lpr,samo-maso,
sld i cholera wie jeszcze co.
2006-03-29 21:20:20 83.22.203.* | zbulwersowany
Kim jesteś że się tak pogardliwie wypowiadasz o klasie
robotniczej, może pracodawcą który za pracę nie płaci swoim
pracownikom i dlatego przeszkadzają mu związki zawodowe.
2006-03-31 10:13:13 212.244.73.* | obserwator
Szanowny Zbulwersowany!

Pomyliłeś się w swojej ocenie. Post tkondziola dotyczy
działaczy związków zawodowych, a nie ludzi któzy ciężko
pracują na swoje comiesięczne pobory. Obowiązuje jedna
prosta zasada: w sytuacji, w której pracobiorca zdaje
sobie sprawę, iż otrzymuje za swoją pracę tyle ile ona
jest warta, bo na tyle ją wycenił i uzgodnił z pracodawcą
w umowie o pracę, nie jest sytuacją nienormalną. W takim
przypadku związki zawodowe są niepotrzebne i nienormalne.
Dzisiejsze prawo pracy chroni działaczy, którzy z tego co
do tej pory widziałem ani nie są wzorowymi pracownikami,
raczej na odwrót, a działalność w związkach traktują jako
swoiste zabezpieczenie.
Działacze związków zawodowych prowadzą żywot pasożytniczy
na relacjach między pracobiorcą, a pracodawcą. Jeżeli nie
ma powodów do narzekań, to albo związków zawodowych nie
ma, albo tworzą domniemane problemy by uzasadnić swoją
obencość (vide opisany przykład).
2006-04-01 22:33:18 83.238.240.* | adama
obserwator myśli jak koń pod górę! człowieku jaki
pracodawca ustala z robotnikiem wysokość zarobku?
propozycja jest zazwyczaj nie do odrzucenia:
obowiązujące minimum albo do widzenia! W zaistniałej
sytuacji związki zaw. rzeczywiście nie są potrzebne.A
druga sprawa to jak zwiąkowcy zle działają zawsze
można wybrac innych ,przecież sami się nie mianują
spośród nierobów jak sugeruje p.obserwator!
2006-03-29 22:39:52 83.21.77.* | tkondziola
Nikt nie zmusza tzw. "klasy robotniczej" do pracy jak sie
nie podoba to prosze zrezygnowac z pracy. Zawsze znajda
sie tacy, ktorzy beda CHCIELI pracowac a nie bawic sie w
polityke.
2006-03-29 22:36:50 83.21.77.* | tkondziola
Nie jestem pracodawca aby byla jasnosc. Jestem zwyklym
pracownikiem.
2006-03-30 07:51:51 62.111.211.* | jerzy
Raczej zwykłym , co woli chować głowę w piach i
oczekuje aż inni coś wywalczą dla niego.
2006-03-31 17:12:31 83.15.162.* | historyk
Jeśli odbierzemy pracownikom prawo do organizacji,
to czy nie cofniemy się do początków XX w.? Może to
i dobrze - nadejdzie nowa rewolucja...
2006-04-01 22:36:13 83.238.240.* | adama
masz racje, prawo do lokautu spowoduje
powstawanie bojówek robotniczych które bedą np.
rozbijały maszyny i walczyły czynnie z
łamistrajkami ,a od tego tylko krok do
rewolucji.
Reklama

Sport

Adam Małysz wystartuje w wyborach

Adam Małysz, polski skoczek narciarki, obecnie kierowca rajdowy, został wytypowany, jako polski kandydat do... więcej »

Polecamy produkty dla firm

PRZYDATNE LINKI

PODOBNE WIADOMOŚCI