wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Rozdawali pieniądze na prawo i lewo. Ale to koniec. "Przetrwają tylko karaluchy"

Rozdawali pieniądze na prawo i lewo. Ale to koniec. "Przetrwają tylko karaluchy"

Fot. violetkaipa/Shutterstock

- Bańka w Dolinie Krzemowej jest gigantyczna i szybko pęknie – ostrzega Marcin Piątkowski, twórca startupu JIVR Bike. Polak lada chwila będzie szukał na rynku 5 mln dol., ale do Kalifornii po nie nie pójdzie. – Za rogiem jest już faza karaluchów, czyli tych, którzy potrafią przetrwać najtrudniejsze czasy – prognozuje. A Łukasz Młodyszewski, CEO DreamJay, firmy która poprawia jakość snu i sprawia, że ludziom nie śnią się koszmary, dodaje: skończyło się szastanie pieniędzmi na oślep, zaczęły się zwolnienia.

2014 rok. Elizabeth Holmes ma zaledwie 30 lat i trafia na okładki gazet na całym świecie z podpisem "najmłodsza miliarderka świata". "Forbes" jej majątek wycenił na 4,5 mld dol., a jej firmę Theranos założoną w 2003 roku na 9 mld dol. Ta młoda dziewczyna chciała zrobić rewolucję w badaniach krwi dzięki prostym, szybkim i tanim testom, do których wystarczała jedna kropla z naszych żył. A właściwie tylko z palca. Chciała zmieniać świat.

Boom! W maju 2016 roku okazało się, że to świat zmienił jej życie. Innowacyjność okazała się mocno naciągana, a Elizabeth została nazwana oszustką i zainteresowała się nią prokuratura. "Forbes" w kolejnym roku zweryfikował wycenę jej majątku do zera.

2014 rok. Na łamy gazet na całym świecie trafia Just Mayo - majonez bez jajek. To zupełnie wegański produkt produkowany przez startup Hampton Creek Foods. W firmę zainwestował m.in. Bill Gates, założyciel Microsoftu czy Peter Thiel z Pay Pala, bo uwierzyli, że produkcja żywności bez jajek jest tańsza, zdrowsza i bardziej ekologiczna, a przede wszystkim konieczna w sytuacji, kiedy trzeba wyżywić coraz więcej ludzi na świecie. Jednym słowem: to przyszłość.

Boom! W połowie 2016 roku wyszło na jaw, że konsumenci byli nieco mniej zachwyceni tym pomysłem, a majonez bez jajek wcale świata nie zwojował, jak twierdził Hampton Creek Foods. Okazało się, że startup płacił ludziom za to, żeby kupowali jego produkt, żeby podbić wyniki w Excelu.

Maj 2015 roku. Autonomiczna latająca kamera startupu Lily Robotics to najbardziej wyczekiwane urządzenie w Dolinie Krzemowej. W internecie pojawia się viralowe wideo pokazujące jego potencjał. Snowboardziści i kajakarze mają już pewnie ciarki na plecach. W ciągu pierwszego miesiąca film obejrzano 5,3 mln razy. Klienci już wpłacali po 499 dol., zapisując się w kolejce po sprzęt. Półtora roku później, pięć dni przed Bożym Narodzeniem 2016 r. zaczęli się trochę niecierpliwić.

Boom! Właśnie okazało się, że Lily Camera właściwie nie istnieje, a promocyjny film został nakręcony kamerą GoPro. To koniec. Lily Robotics musi zwrócić swoim przyszłym-niedoszłym klientom 34 mln dol.

 

Koniec 2016 r. Medium - platforma do publikowania własnych treści w internecie ma za sobą rekordowy 2016 rok. Zarówno liczba publikacji jak i czytelników wzrosła w 2016 roku o 300 proc.

Boom! W pierwszych dniach stycznia 2017 r. Evan Williams, twórca Medium, a wcześniej również Twittera, ogłasza zwolnienie 50 pracowników. To 1/3 załogi. Powód? Restrukturyzacja. Do zmiany jest właściwie cały model biznesowy, a więc rewolucja. Rzecz w tym, że cięcia już rozpoczęto, ale wcale jeszcze nie wiadomo, dokąd ta rewolucja ma zaprowadzić.

Theranos, Just Mayo i Lily Robotics to przyczyna. Medium to skutek.

- Takich przypadków podkręcania wzrostu za wszelką cenę jak w przypadku Theranos czy Just Mayo było więcej i fundusze Venture Capital się w tym połapały – mówi Łukasz Młodyszewski, współzałożyciel polskiego startupu DreamJay, który stworzył aplikację Nightly pomagającą ludziom zasypiać i zapobiegać koszmarom. To dlatego Venture Capital przykręciły kurek z pieniędzmi. Już nie rozdają pieniędzy lekką ręką. Boleśnie odczuło to Medium.

- Jestem w stanie się założyć, że w Medium próbowali zebrać pieniądze z rynku, ale się nie udało i dlatego musieli zwolnić 1/3 załogi – uważa Młodyszewski.

Bańka pęka. Tym razem po cichu

- Moim zdaniem pęka bańka w Dolinie Krzemowej. Choć to nie jest tak jak poprzednim razem, kiedy wszystko wybuchło. Kasa do startupów płynie dalej, ale nagle inwestorzy zaczęli dokładnie patrzeć im na ręce. Bo mają powody. W ostatnim czasie wybuchło kilka afer, które pokazały, że ten rynek jest mocno podkręcony – mówi Łukasz Młodyszewski z DreamJay.

Polak dodaje, że do tej pory fundusze szastały pieniędzmi na oślep. Kasa płynęła tam, gdzie był wzrost i nikt nie zawracał sobie głowy takimi wskaźnikami jak koszt pozyskania klienta czy to, ile ostatecznie zostawi on kasy. I wie co mówi.

W 2015 roku został laureatem środowoeuropejskiej edycji konkursu Global Impact Competition – to nagroda przyznawana przez Singularity University z Doliny Krzemowej oraz koncern General Electric przedsiębiorcom, inżynierom i naukowcom za innowacyjne projekty, które poprawiają jakość życia milionów ludzi na świecie. Dzięki tej nagrodzie uczestniczył w 10-tygodniowym programie studiów organizowanym przez Singularity University w NASA Ames Research Center. Zna więc środowisko Silicon Valley od środka.

- Mam paru znajomych w kilku unicornach, czyli startupach wycenianych na miliard dolarów, którzy mówią jasno: mamy cięcia. Do tej pory mieli takie podejście, że w każdej rundzie finansowania zbierali pieniądze na 18 miesięcy i maksymalnie wykorzystywali ją, żeby ciągnąć wyniki, a potem znowu wracali po pieniądze. Teraz podejście jest takie, że wszyscy zbierają jak najwięcej, żeby wystarczyło im na jak najdłużej – twierdzi Młodyszewski.

Po pieniądze do banku albo do Polski

- Mój znajomy z jednej z amerykańskich spółek, która ma bardzo dobre wyniki, ostatnio poszedł do banku po zwykły kredyt, zamiast szukać inwestowania w VC. Dlaczego? Bo fundusze, które jeszcze dwa lata temu pchałyby się do niego drzwiami i oknami, dziś kręciły nosem, a w banku przynajmniej nie musiał oddawać swoich udziałów – opowiada Polak.

Sam właśnie szuka pieniędzy dla swojego projektu. - My pierwszą rundę finansowania mieliśmy dwa lata temu. Była masa zainteresowanych inwestorów, wystarczyło jedno-dwa spotkania, żeby zebrać kasę, część pieniędzy zebraliśmy w USA, część w Polsce. Teraz przymierzamy się do kolejnej rundy i patrzymy również na Polskę – mówi Młodyszewski.

Zaskakujące. Dlaczego? – Bo teraz łatwiej jest o środki w Polsce niż w legendarnej Dolinie Krzemowej. Załapiemy się również na projekty badawcze z NCBiR – mówi twórca DreamJay. A mowa o niemałych kwotach. W pierwszej rundzie spółka zebrała 0,5 mln dol., teraz potrzebuje 2 mln dol.

Przed nami faza karaluchów i martwych jednorożców

5 mln dol. za kilka miesięcy będzie potrzebował Marcin Piątkowski, twórca starupu JIVR Bike produkującego składany rower elektryczny. Pieniędzy jednak nie będzie szukał w Polsce. Ale też nie w Kalifornii.

- Bańka w Dolinie Krzemowej jest gigantyczna i szybko pęknie. Trzeba się na to przygotować. I to jest jeden z powodów, dla którego nie chcemy szukać dużego finansowania teraz i nie w USA. Czuję gdzieś w kościach, że rynek jest strasznie przegrzany. Pieniądze już nawet w Europie są rozdawane na prawo i lewo. Ale to ostatni moment – twierdzi Piątkowski.

- Jeszcze w zeszłym roku fundusze twierdziły, że teraz szuka się jednorożców, czyli startupów, które mogą osiągnąć wycenę 1 mld dol. Ale dziś jesteśmy już gdzie indziej. Za rogiem jest już faza karaluchów, czyli tych, którzy potrafią przetrwać najtrudniejsze czasy. Dla nas teraz celem jest być stabilną firmą, żeby przetrwać nawet wtedy, kiedy rynek się zamknie i nie będzie kapitału. A to nastąpi lada chwila – przewiduje szef JIVR Bike.

Za oceanem o karaluchach nie mówią. Mówią o martwych jednorożcach. Powstało już nawet określenie na te, które wydają umowne 5 dol. żeby za robić 1 dol. - "unicorpses" (z ang. unicorn - jednorożec i corpse - martwe ciało). - Wkrótce zobaczymy dużo martwych jednorożców - mówił dokładnie rok temu w Davos Marc Benioff, twórca Salesforce, największej na świecie platformie opartej na chmurze obliczeniowej.

Bill Gurley z Benchmark, jednego z Venture Capital z Doliny Krzemowej ostrzega już od 2015 roku. Już wtedy mówił na łamach "The Wall Street Journal", że ryzyko jest "bezprecedensowe od 1999 roku". "Nikt niczego się nie boi, wszyscy są chciwi i w końcu wszystko się skończy" – przestrzegał inwestor. Będzie kolejne, tym razem grupowe boom?

Spokojnie. To tylko koniec z "pay and pray"

Znacznie spokojniej do sprawy podchodzi Cezary Smorszczewski, specjalista od akwizycji, były bankowiec, współtwórca Alior Banku przez ostatnie lata zajmujący się inwestycjami w spółki technologiczne na całym świecie w MCI i Private Equity Managers. To tacy jak on inwestują w takich jak Piątkowski czy Młodyszewski.

- Czy w Dolinie Krzemowej dzieje się coś złego? Tam się dzieją bardzo dobre rzeczy, rozwija się Internet of Things, czyli rzeczy rozmawiających ze sobą, meditech, nanorobotyka, sztuczna inteligencja, kryptografia i autentykacja. Nie ma takiego drugiego miejsca na świecie jak Silicon Valley – zachwyca się Smorszczewski.

Czy ten rynek jest przegrzany? – dopytuję jednak. - No cóż. Rozmawiałem niedawno z inwestorem z Chin, którego zapytałem: "gdzie wy inwestujecie". A on na to: "w Stanach". Spytałem: "nie uważasz, że rynek jest przegrzany?". A Chińczycy: "przyjedź do nas, to dopiero zobaczysz, co to znaczy przegrzanie" – opowiada Smorszczewski.

- Nie sądzę, żeby bańka pękała. Różnica polega na tym, że kiedyś inwestowało się w spółki starupowe typu "pay and pray", czyli płać, a potem się módl. Dzisiaj obowiązuje raczej zasada "invest and watch". Inwestorzy w końcu nauczyli się, że 95 proc. startupów upada i na pewno zaczęło się prześwietlanie spółek. To po prostu nie jest już owczy pęd - dodaje.

Świat rośnie, Dolina się zapada

I rzeczywiście, według raportu inwestycyjnego Crunchbase Global Innovation w ubiegłym roku poziom finansowania startupów na świecie był najwyższy od pięciu lat i sięgnął 176 mld dol. – to o 19 proc. więcej niż rok wcześniej. Niby wszystko ok.

Problem w tym, że to wcale nie zasługa legendarnej Dolny Krzemowej – tam inwestycje Venture Capital wręcz spadły i to o 11 proc. z 86 do 76 mld. dol. Spowolnienie najwyraźniej widać było w czwartym kwartale, który w Kalifornii będzie prawdopodobnie najgorszy od trzech lat. Coś tu jednak nie gra.

A na to wszystko przychodzi Donald Trump – nowy prezydent USA, który koncern Apple nazywa firmą produkującą "te cholerne komputery i inne rzeczy".

"Mam wrażenie, że właśnie wydarzyła się najgorsza rzecz w moim życiu. Wiem, że pewnie przez to przebrniemy, ale trudno to sobie w tej chwili wyobrazić" – tak na wieść o wygranej Donalda Trumpa napisał na Facebooku Sam Altman, prezes Y Combinator, najsłynniejszego kalifornijskiego inkubatora firm technologicznych.

Sam Trump magii Doliny Krzemowej nie zniszczy. Ale pojawia się w bardzo złym momencie.

Czytaj także
Polecane galerie
acomitam
2017-01-26 06:59
Ufff... Wreszcie pojawił się Trump, facet który wie na czym polega biznes i mam nadzieję, że przywróci normalność. Szemrane biznesiki wyspecjalizowane w przepuszczaniu kasy tzw. inwestorów venture powinny jak najszybciej upaść.
olo
2017-01-24 08:32
Najwyższy czas na europejską dolinę krzemową. Polska powinna przyciągać startupowcow
Rumburak
2017-01-23 14:21
To samo z rynkiem gier komputerowych - co wychodzi jakaś nowość, to za każdym razem wersja wczesnego dostępu. Masa bugów, kiepska optymalizacja, jakieś niedoróbki. Czekasz człowieku miesiącami, aż w końcu twórcy odpuszczają i zostajesz z takim niedorobionym gniotem.
Pokaż wszystkie komentarze (19)