Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Prawdziwy strój świętego Mikołaja zwraca się przez kilka sezonów. Tak działają prawdziwe agencje Mikołajów

Prawdziwy strój świętego Mikołaja zwraca się przez kilka sezonów. Tak działają prawdziwe agencje Mikołajów

Cena wizyty św. Mikołaja to nawet kilkaset złotych za kilkanaście minut rozmowy z dziećmi. Chętnych nie brakuje Fot. Pixabay.com/Domena publiczna
Cena wizyty św. Mikołaja to nawet kilkaset złotych za kilkanaście minut rozmowy z dziećmi. Chętnych nie brakuje

- Profesjonalny strój świętego Mikołaja potrafi kosztować nawet kilka tysięcy złotych. Zwraca się przez kilka sezonów, ale to detale decydują o sukcesie - opowiada money.pl Bogusław Lewicki. Jego agencja Mikołajów liczy kilkunastu świętych. Zaczyna pracę co roku od wysłania... Mikołajów do barbera. W największych miastach w Polsce zapotrzebowanie na wizyty świętych jest ogromne. Ceny? Kilkaset złotych za 20-minutową wizytę.

Kostiumy szyje od lat u krawcowych, specjalizujących się w szyciu dla produkcji teatralnych i telewizyjnych. Wszystkie są na miarę. Worki na prezenty sprowadza z egzotycznych miejsc. Tam, gdzie zbierane są ziarna kawy, tam są dobre i wytrzymałe materiały na worki. Nadają się idealnie do przenoszenia wielu prezentów. Buty sprowadza z Niemiec. Cena? 150 euro kosztują używane, nowe jeszcze więcej. W Polsce obuwia dla prawdziwego Mikołaja nie sposób znaleźć. Do tego prawdziwy dzwonek. Nie ze sklepu, ale od ludwisarza. Zostało ich niewielu. Ale ich produkty brzmią najlepiej.

Agencję Mikołajów Bogusław Lewicki zaczął 13 lat temu. Dla Mikołajów, którzy nie mają bujnej brody, zamawia sztuczne z prawdziwych włosów.

- Z zawodu jestem fotografem. Okres grudniowy to dla mnie zwykle był martwy czas. Nie było klientów, nie było zarobków. I tak zastanawiałem się, co mogę zrobić, by to zmienić. Zacząłem od organizowania sesji zdjęciowych z Mikołajem w przedszkolach - opowiada.

A później się rozrosło... - Spotkałem człowieka idealnego do tej pracy w sklepie spożywczym. I po nim udało się znaleźć kolejnych - wspomina. I tak do dziś prowadzi firmę Fotoland. Przez 10 miesięcy jest tylko fotografem. Przez kolejne dwa pomocnikiem Mikołajów.

- Z ogłoszenia nie da się znaleźć idealnego pracownika. Postura musi odpowiadać wymiarom Mikołaja, do tego najważniejsze jest podejście do dzieci. Mieliśmy kiedyś pana, który wyglądał wręcz idealnie. Spokojnie rozmawiał z dziećmi, ale szybko okazało się, że go się bały. Musieliśmy z niego zrezygnować - opowiada. Dzieci wszystko weryfikują. Pierwszy test przed pracą? Wizyta w przedszkolu. Tam się wszystko rozstrzyga.

Mikołaje z agencji Bogusława Lewickiego. Niektórzy brody mają sztuczne, większość jednak prawdziwe

Lewicki opowiada, że z pracownikami w zasadzie nie ma problemów. Ma tylko jeden - jest ich za mało. Z kolei były już pracownik go okradł. Zabrał strój i poszedł sam wizytować dzieci.

W tej chwili Lewicki ma grupę kilkunastu Mikołajów. Sezon zaczynają już w październiku.

Mikołaj najpierw do fryzjera i barbera, później do dzieci

- Pierwszy krok? Mikołajów wysyłam do zakładu fryzjerskiego, by zadbać o ich fryzury i brody. Muszą wyglądać perfekcyjnie - śmieje się właściciel. W zespole ma kilku pracowników, którzy nawet nie muszą się stylizować na świętego. Długie i białe brody mają w genach.

W październiku zaczynają się pierwsze sesje zdjęciowe, więc zajęć jest sporo. Domowe wizyty organizuje głównie w Łodzi i kilku mniejszych miastach. Firmowe imprezy i wydarzenia w galeriach handlowych potrafi zorganizować już w całej Polsce.

Nieprzyjemne sytuacje? W zasadzie takich nie było. Kilka razy rodzice byli tak nadgorliwi, że zamawiali kilku Mikołajów. Oczywiście zarabiał tylko pierwszy, reszta odbijała się od drzwi, a zamawiający nie mieli sobie nic do zarzucenia.

Jeden z Mikołajów u Bogusława Lewickiego pracuje już od kilkunastu lat. Dzieci rozpoznają go nawet na ulicy w prywatnym stroju

Kim są Mikołajowie z zawodu? W dużej mierze to osoby już w wieku ponad 60 lat. Najczęściej sobie dorabiają do emerytury. - W naszym gronie nie brakuje aktorów, muzyków i podróżników władających biegle kilkoma językami. Nie jest problemem zorganizowanie wizyty po angielsku. Jeden z Mikołajów zna nawet cztery języki - chwali się Lewicki. Byli u niego piekarze, ale również muzycy.

Reklama? W zasadzie nie potrzebuje. Już na wstępie rozmowy zaznaczył, że i tak kalendarz ma wypełniony w większości. W godzinach od 18 do 20 na Wigilię nie sposób się już wcisnąć. Pozostali mogą próbować szczęścia.

Ceny? Z podatkiem VAT prawie 300 zł. Najwięcej płaci się w godzinach od 18 do 20 w Wigilię. Powód jest prosty - większość rodzin właśnie wtedy chce zamówić Mikołaja. Zamówienia ma też po świętach, kalendarz jest już zapełniony do końca miesiąca. Z usług korzystają też... Rosjanie.

Jak wygląda wizyta?

Rodzice zamawiają Mikołaja i opłacają zaliczkę. Ten przychodzi do domu i przez 20 minut rozmawia z dziećmi i wręcza im prezenty. Do tego razem śpiewają piosenki, kolędy. Mikołaj wychodzi i dostaje drugą cześć wynagrodzenia.

Najdziwniejsze zamówienie? Narzeczony zamówił dwóch Mikołajów, którzy mieli go wypakować w restauracji. - Pan młody wyskoczył z pierścionkiem zaręczynowym z worka i oświadczył się dziewczynie - wspomina. Ta przyjęła oświadczyny. Ponoć się bardzo śmiała. Jego Mikołajowie wręczali już kluczyki od samochodów, pod dom podjeżdżali saniami ciągniętymi przez psy. Lewicki sam przyznaje, że pomysłowość niektórych nie przestaje go zadziwiać. Pomimo upływu lat.

- Co roku na dobrą sprawę do stołu siadam dopiero po 22, kiedy jestem pewien, że wszyscy moi Mikołajowie wrócili już do domu. Wcześniej siedzę jak na szpilkach. W każdej chwili mogę być potrzebny, zastąpić kierowcę - opowiada. I przyznaje, że sam Mikołajem nigdy nie był. - Chyba się do tego nie nadaje - śmieje się.

Konkurencja? Całkiem spora. Głównie dlatego, że w ten sposób dorabiać chcą osoby prywatne. Cześć ogłasza się w sieci, kupuje strój w hipermarkecie i jest gotowa. Tylko niektórzy się starają bardziej.

Specjalny strój kupił też Bartosz Gembski. Przez większość roku jest magikiem na imprezach. Poza tym jest instruktorem tańca i animatorem.

- Skończyłem pedagogikę, od zawsze chciałem pracować z dziećmi. Przez lata organizowałem z nimi urodziny, imprezy firmowe. Aż ktoś poprosił mnie, żebym został Mikołajem. Zacząłem od wypożyczonego stroju. Później zainwestowałem w dużo droższy i bardziej profesjonalny. Nawet mam sztuczny brzuch - śmieje się. Występuje pod pseudonimem Pan Buźka przez większą część roku. W grudniu jest już Mikołajem. I tak od pięciu lat.

Ma prostą zasadę - w Wigilię nie chodzi po domach. Wtedy spędza czas ze swoją rodziną. Głównie obsługuje imprezy firmowe. Ceny? Najprostsze kosztują kilkaset złotych, większość prawie 2 tys. Chętnych nie brakuje. Urwanie głowy ma w Mikołajki, czyli 6 grudnia.

Jak opowiada, Mikołajem był już w zasadzie każdej roli. Najczęściej po prostu organizuje zabawy dla dzieci. Kilka razy był też Mikołajem... uczącym tańca.

- Dziwne historie z pracy? W zasadzie nie ma. Oczywiście, że zdarzają się rodzice, którym nie podoba się to, ile czasu rozmawiałem z ich dzieckiem, albo mają wrażenie, że krzywo spojrzałem. W zdecydowanej większości i dzieci, i rodzice są jednak zadowoleni - opowiada.

W sieci w grudniu pojawia się kilkaset ogłoszeń prywatnych Mikołajów. Stawki zaczynają się od 100 do nawet 400 zł za kilkadziesiąt minut spotkania. Ale Mikołaje coraz częściej sięgają po nowe technologie. W Warszawie już są oferty rozmowy wideo ze świętym. Do tego pojawiają się oferty telefonicznego „spotkania”. Mikołaj dzwoni i rozmawia z maksymalnie dwójką dzieci przez 10 minut. Cena? 50 złotych.

Dzwonię do kilku Mikołajów z ogłoszeń. Pytam, czy znajdą czas w Wigilię. – Nie ma szans, Wigilię zarezerwowaną miałem już dwa miesiące temu - opowiada jeden. - Wigilię od kilku lat obstawiam u tych samych rodzin. Już za progiem drzwi umawiamy się, że za rok też będę. Musi pan próbować dalej - mówi inny.

Dopiero czwarty telefon przynosi skutek. Mikołaj mógłby się zjawić u mnie o godzinie 14 lub 22. W innych godzinach kalendarz ma już zajęty. W cenę usługi musiałbym jednak doliczyć taksówkę, bo to wizyta poza „standardowymi” godzinami pracy. Rezygnuję. Mikołajem będę sam.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
aleks
2017-12-07 16:09
przed świętami pojawiają się takie nietypowe oferty pracy jak Mikołaj... kiedyś tak pracowałem i dobrze to wspominam. inne nietypowe oferty pracy przed świętami: http://blog.impel.pl/rozplatywacz-swiatelek-choinkowych-nietypowe-bozonarodzeniowe-oferty-pracy/ chyba głównie za granicą, ale pewnie w końcu i u nas się pojawią....
~qwert
2017-12-07 10:34
barber ? ..... mniemam ze to golibroda
emeryt
2017-12-07 10:16
,,mikołaj" w kusym kubraczku i czapeczce pajaca to jakieś nieporozumienie.
Pokaż wszystkie komentarze (15)