Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
"Będziemy gotowi na rekreacyjną marihuanę". Twórca HemPoland przywrócił konopie przemysłowe, teraz chce dać Polakom i te drugie

"Będziemy gotowi na rekreacyjną marihuanę". Twórca HemPoland przywrócił konopie przemysłowe, teraz chce dać Polakom i te drugie

Maciej Kowalski, prezes HemPoland
Maciej Kowalski, prezes HemPoland

- Była taka dziura prawna, że aby dostać zezwolenie, trzeba było mieć wypis z rejestru przetwórców słomy konopnej. Tylko, że ustawodawca zapomniał ten rejestr powołać - mówi money.pl o początkach HemPoland Maciej Kowalski. Wraz ze znajomymi, którzy rzucili intratne posady w farmaceutycznych korporacjach, stworzyli firmę na którą Kanadyjczycy właśnie wydają 100 mln zł.

Witold Ziomek, money.pl: Jesteście pierwszą firmą w Polsce, która dostała zezwolenie na uprawę i przetwarzanie konopi. Trudno było?

Maciej Kowalski, prezes HemPoland: Samo postępowanie administracyjne było banalnie proste, ale przedtem było kilka lat walenia głową w ścianę w różnych urzędach. Była taka dziura prawna, która mówiła, że żeby dostać zezwolenie, trzeba było mieć wypis z rejestru przetwórców słomy konopnej. Tylko, że ustawodawca zapomniał ten rejestr powołać.

Żartuje pan?

Ależ skąd. Urzędnik, żeby wydać zezwolenie, musiał wziąć ode mnie komplet dokumentów, w tym wypis z rejestru, którego nie było. W końcu po kilku latach w urzędzie marszałkowskim w pomorskim znalazła się pani, która stwierdziła, że nie może wymagać ode mnie takiego zezwolenia. I w końcu coś się ruszyło. Ministerstwo rolnictwa wydało opinię, że jeśli ustawodawca zapomniał powołać rejestru, to urząd nie ma prawa żądać wypisu.

To oczywiście tylko część drogi. Były jeszcze inne kwestie na lokalnych szczeblach, związane z przecieraniem szlaków. Trzeba na przykład pójść do wójta i przekonać go, żeby dał pozwolenie rolnikowi. Zawsze jak coś się robi po raz pierwszy, to jest pewien opór.

Jak urzędnicy słyszą "konopie", to od razu są na "nie"? Myślą, że to narkotyki?

Było tak 5 czy 10 lat temu, teraz to się zmienia. Głównie dzięki przekazom medialnym, bo o konopiach pisze się dziś inaczej. N ie zestawia się ich z wizerunkiem heroinisty na dworcu. Ten odbiór społeczny jest dziś zupełnie inny.

Dużym zaskoczeniem było dla mnie nastawienie lokalnych urzędników. Na przykład wójta naszej gminy. Powiedzieliśmy mu, że chcemy uprawiać konopie i czy nie ma nic przeciwko. A on zapytał dlaczego miałby mieć coś przeciwko?

W ogóle nie pomyślał o marihuanie, jego pierwszym skojarzeniem była normalna roślina uprawna. Mieliśmy sygnały, że w większych miastach na hasło "konopie" był krzyż i woda święcona, ale to na szczęście należy do rzadkości.

To czym się różnią konopie techniczne od tych, z których produkuje się marihuanę?

Sto lat temu to była ta sama roślina. Nie było wtedy konopi włóknistych ani marihuany, były po prostu konopie. One miały kilka procent THC (substancja psychoaktywna, zawarta w marihuanie - red.). Ci, którym zależało na tym, żeby tego THC było jak najwięcej, wybierali roślinki, które zawierały go dużo i krzyżowali ze sobą. Równolegle ośrodki naukowe robiły to samo z roślinami, które miały go jak najmniej i w ten sposób powstała odmiana, która nie ma go wcale.

Różnica jest więc taka jak pomiędzy ratlerkiem a rottweilerem. Dalej jest to pies, mają wspólnego przodka, obie rasy powstały wskutek krzyżowania ze sobą różnych osobników. Tyle tylko, że "na oko" konopi włóknistej od tej zawierającej substancje psychoaktywne nie jesteśmy w stanie odróżnić.

Co w takim razie można zrobić z konopi?

Właściwie wszystko. Tylko nie wszystko się opłaca. Włókna konopi mogą być wykorzystywane do produkcji biokompozytów, materiałów budowlanych, celulozy. Na przykład nowe banknoty NBP mają domieszkę celulozy produkowanej z konopi. Straszną porażką jest dla mnie to, że jest to celuloza ukraińska.

Rozwój technologii związanych z produkcją różnych komponentów technicznych jest jednak bardzo kosztowny, a towary są raczej niskomarżowe. Nas na rozwój tej technologii do tej pory nie było stać, będziemy w to wchodzić dzięki pieniądzom z tej ostatniej inwestycji. Marzy mi się, żeby opakowania naszych produktów były też wykonane z konopi. Bo dziś skupiamy się na produkcji żywności.

Czytaj też: Podatek od haju. Polska zarobiłaby 9 mld zł dzięki legalnej marihuanie

Żywności, czyli?

Suplementów diety. Suplementy to też jest żywność, o czym wiele osób zapomina. My produkujemy preparaty wykonane z ekstraktów z liści, ziaren i kwiatów.

Jak działają te suplementy?

To jest suplement diety, który uzupełnia dietę w fitokanabinoidy. I to jest wszystko, co ja mogę oficjalnie na ten temat powiedzieć.

Suplementy diety mają taką renomę, jaką mają i słusznie. Ja jestem wielkim przeciwnikiem reklam suplementów. Co druga reklama, którą widzimy, czy słyszymy, to jest po prostu kryminał. Mówię o reklamowaniu cudownych właściwości tych wszystkich środków na odchudzanie na przykład. To jest nielegalne, tego nie wolno robić.

Przy suplementach diety jest pewien katalog oświadczeń, które można złożyć i ten katalog jest zamknięty. Jak masz witaminę C, to możesz powiedzieć, że wzmacnia odporność. Jak masz cynk, możesz powiedzieć, że wzmacnia paznokcie. Konopi w tym katalogu nie ma, więc nie możemy powiedzieć nic.

No dobrze, ale co to są te kanabinoidy?

To świetnie pokazuje, jak bardzo jesteśmy w lesie z wiedzą na temat tego kim jesteśmy i jak jesteśmy zbudowani jako ludzie. Niedawno, bo w latach 90-tych, okazało się, że człowiek ma coś takiego jak układ endokanabinoidowy. Mamy w środku, w mózgu, receptory, którymi odbieramy kanabinoidy.

Endokanabinoidy, czyli te, które są wytwarzane przez organizm, regulują bardzo wiele rzeczy. Znajdują się m.in. w mleku matki.

Ich deficyt, brak, jakieś deregulacje, które uczciwie mówiąc, nie wiemy z czego się biorą, mogą być np. źródłem epilepsji.

Zostawmy na chwilę farmakologię. Dlaczego w ogóle zabraliście się za uprawę konopi?

Ja się tym zajmowałem w zasadzie od dziecka, jakkolwiek to brzmi. Kiedy zmieniono nam ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii i z użytkownika zrobiono kryminalistę, razem z przyjaciółmi zaczęliśmy się przeciwko temu buntować, w mniej lub bardziej rozsądny sposób. Z czasem, wraz ze zmianami w polityce narkotykowej, wielokrotnie pomagałem przy projektach ustawodawczych. No i zacząłem o tym pisać.

Ponieważ byłem osobą kojarzoną z konopiami, zaczęli się do mnie zgłaszać ludzie. Rolnicy mówili "ja bym chciał to uprawiać, ale nikt nie chce kupić" i zgłaszały się firmy, które mówiły "chcemy z tego produkować, ale nie mamy, gdzie kupić". Nie trzeba wiele, żeby wpaść na pomysł, aby te dwie strony połączyć.

Ale to jeszcze nie jest własna plantacja...

Na początku idea była bardziej stowarzyszeniowa, żeby pomóc się tym ludziom spotkać. Ale okazało się, że to nie działa.

Równolegle za oceanem pojawił się szał na kanabinoidy. Pomyślałem, że trzeba zaryzykować u nas. Namówiłem krewnych i znajomych królika na to, żeby się zrzucić na kapitał początkowy, no i zebrałem taką Drużynę Pierścienia.

Drużynę Pierścienia?

Moja żona tak mówi, bo każdy jest specjalistą od czegoś innego. Ja zgodnie z wykształceniem powinienem się zajmować administracją publiczną, ale znam się na konopiach. Moja żona jest naukowcem, pracowała w Komisji Europejskiej jako chemik analityk, kilka osób się udało wyciągnąć z Polpharmy...

Rzucili korpo i poszli uprawiać konopie?

Brzmi trochę śmiesznie, ale tak to właśnie wygląda. Jeden z wspólników pracował w Unicredit w Mediolanie. Trudno o większą korporację. Banki, garnitury, krawaty i samoloty.

W pojedynkę nie zdziałalibyśmy wiele. Ja sam mógłbym założyć jakąś małą, rzemieślniczą uprawę, moja żona placówkę badawczą. Gdy to wszystko się połączyło, to udało się stworzyć firmę na dużą skalę.

Jak dużą? Z punktu widzenia finansowego?

Zeszły rok zamknęliśmy na poziomie około 3 mln złotych zysku.

Czyli na konopiach można zarobić niezłe pieniądze.

Pytanie, czy my zarabiamy na konopiach, czy raczej na wiedzy i technologii ekstrakcyjnej. Myślę, że raczej na tym drugim. Od trzech lat, oprócz wytwarzania suplementów, prowadziliśmy też sprzedaż nasion i na tym traciliśmy. Będziemy się z tego wycofywać.

Na czym polega ta technologia, na której zarabiacie?

Technologia produkcji, gdzie trzeba pilnować, żeby żadne środki ochrony roślin, żadne chemiczne substancje nie dostały się do ziemi. Nie tylko z ideologicznych powodów, chociaż też, ale chodzi przede wszystkim o to, że konopie same z siebie wyciągają z gleby różne substancje, a my je później jeszcze dodatkowo zatężamy, więc ewentualne szkodliwe substancje mogłyby się tam kumulować.

Kiedy rośliny trafiają do nas, podlegają różnym procesom przerobu. Aż do stanu, w którym możemy to włożyć do aparatury do ekstrakcji.

To wasz sprzęt?

To jest taka magiczna czarna skrzynka, do której z jednej strony wrzucamy konopie, a z drugiej wychodzi ekstrakt. Jest to metoda ekstrakcji dwutlenkiem węgla w stanie nadkrytycznym, czyli w tzw. czwartym stanie skupienia.

Co to jest ten czwarty stan skupienia?

Pewnie ani pan, ani ja nigdy do końca nie zrozumiemy. Chodzi generalnie o to, że on ma takie same zdolności przenikania, jak gaz i takie same zdolności wypychania różnych substancji, jak ciecz.

Dzięki wiedzy mojej żony i wspólników jesteśmy w stanie to zrobić tak, żeby to, co chcemy, z rośliny wyjąć, a to, czego nie chcemy, zostawić.

Sami to zaprojektowaliście?

W dużej mierze tak. Urządzenie do ekstrakcji kupiliśmy, ale musieliśmy je zmodyfikować. Producentów aparatury do ekstrakcji jest niewielu, żaden nie był w stanie nas zadowolić pod kątem tego, co sobie teoretycznie założyliśmy. Teraz jest to prawdopodobnie jedyne takie na świecie.

To była praca naukowa, w dużej mierze mojej żony, która akurat była wtedy w ciąży, więc spędzała czas na czytaniu literatury i wykoncypowaniu teorii, na którą ja zebrałem pieniądze, którą sprawdziliśmy i która działa.

I za którą Kanadyjczycy płacą 100 mln złotych.

To są trzy części. Pierwsza część to jest 15,5 mln USD płatne z góry w połowie w gotówce, w połowie w ich udziałach. Druga transza to jest 10 mln USD, które wpływa do spółki na rozwój, a trzecia transza to jest 12 mln USD, które dostaniemy za trzy lata, jeżeli zrobimy takie wyniki, jakie obiecaliśmy.

Założyliśmy sobie, że osiągniemy 32 mln USD zysku. To się wydaje astronomiczna kwota, ale biorąc pod uwagę, że w 2 lata od zera doszliśmy do poziomu ok. 3 mln złotych, to myślę, że to jest do zrobienia.

Sejmowy kompromis ws. medycznej marihuany

 

 

10 mln USD na rozwój. Na co to wydacie?

To są pieniądze, które trafią do spółki. Skoro oni kupują spółkę, to nie jest tak naprawdę inwestycja, tylko przerzucanie pieniędzy z kieszeni do kieszeni. To są pieniądze do mojej dyspozycji. Bo to, że oni kupują spółkę, to znaczy, że jest to przejęcie strukturalne, ale na poziomie operacyjnym nie zmienia się nic. Zostaje prezes, zostają pracownicy.

My te pieniądze będziemy inwestować w sprzęt rolniczy, normalnie, a nie za 70 gr. za kilo na złomowisku. W tym roku udało się kupić kombajn, 20-letni, amerykański, fajny, ale to nadal jest 20-letni kombajn.

Poza tym - zwiększenie skali, mocy przerobowych, kolejne miejsca pracy, żeby rozwinąć się na rynkach zagranicznych.

Zaczynacie współpracę z Kanadyjczykami. Czym się różni ich prawo dotyczące konopi od naszego?

Różni się tak bardzo, jak tylko może. To w zasadzie negatyw. W Kanadzie od niedawna legalna jest marihuana używana do celów rekreacyjnych. Nielegalne są z kolei nasze produkty zawierające kanabidiol.

Oni sobie oczywiście zdają z tego sprawę i legislacyjnie rząd Trudeau już nad tym pracuje, żeby produkty zawierające kanabidiol zalegalizować. Gdy to się stanie, Kanada będzie pierwszym dużym krajem, który zalegalizuje marihuanę do celów leczniczych i rekreacyjnych.

Green Organic Dutchman się do tego przygotowuje. Oni zebrali gigantyczne pieniądze, bo wycena spółki to jest powyżej miliarda dolarów, na rachunku mają 300 milionów gotowych do inwestycji, obiekty powstają. Ale to jest tak naprawdę start-up. Bo pierwsze przychody planują za półtora roku.

A jak już ruszą z kopyta, to plan jest taki, że będą 116 ton marihuany rocznie produkować, co przy cenie 8 dolarów za gram daje nam miliard dolarów przychodu.

Myślę, że im się to uda i że za dwa lata zaczną zaopatrywać sklepy z marihuaną.

Nie ukrywam, że celem tej transakcji było nie tylko to, żebyśmy my nauczyli ich tego, do czego w cztery lata działania firmy doszliśmy, ale też żebyśmy my nauczyli się od nich wszystkiego, co jest związane z uprawą i przetwarzaniem marihuany, czyli konopie indyjskie. Bo taka sama sytuacja prędzej czy później będzie w Polsce.

Czytaj też: Są już chętni do zarabiania na medycznej marihuanie w Polsce. Czekają tylko na decyzję

Legalna marihuana w Polsce? Wierzy pan w to?

Jestem co do tego święcie przekonany. To się nie wydarzy za pół roku, czy za rok, ale na pewno za naszego życia. I na pewno HemPoland będzie na to gotowe.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

marihuana, konopie, hempoland
Czytaj także
Polecane galerie
Haky
2018-09-05 20:38
Wyznawcy ROBTA CO CHCETA I umierajta tfuuuu
susel
2018-09-05 20:37
Kolejna piramidka dla naiwnych.
Zbiora kase i fruuuuu
Dziekuje odpadam.
susel
2018-09-05 20:37
Kolejna piramidka dla naiwnych.
Zbiora kase i fruuuuu
Dziekuje odpadam.
Pokaż wszystkie komentarze (82)