Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Marcin Łukasik
Marcin Łukasik
|

Polski biznes w czasie pandemii. "Paradoksalnie dla wielu firm był to najlepszy czas w ich historii"

43
Podziel się:

- To nie jest czas dla wizjonerów, ale dla pragmatyków. Firmy nie szukają innowacji, a rentowności. Choć paradoksalnie, dzięki obniżeniu kosztów, jest to najlepszy czas dla firm w ich historii - mówi Krzysztof Obłój, ekonomista i profesor zarządzania. Jak dodaje, dziś firmy są w hibernacji, ale w końcu się z niej wybudzą, ponieważ potrzebują nowych relacji i możliwości.

Polski biznes w czasie pandemii. "Paradoksalnie dla wielu firm był to najlepszy czas w ich historii"
Na zdj. prof. Krzysztof Obłój (Archiwum prywatne, Archiwum prywatne)

Marcin Łukasik, money.pl: Stwierdził pan w badaniu "Polski biznes w sytuacji pandemii", zrealizowanym przez ekspertów z Akademii Leona Koźmińskiego i Uniwersytetu Warszawskiego, że dziś odczucia menedżerów co do przyszłości są mozaiką, w której kryją się znużenie i przyzwyczajenie. Czy było tak od początku?

Prof. Krzysztof Obłój, Akademia Leona Koźmińskiego: Na początku była adrenalina. Wielu menedżerów reagowało strachem, ale też pewną satysfakcją. Stanęli bowiem wobec prawdziwego wyzwania. Na przykład menedżerowie, którzy mieli doświadczenia militarne, podchodzili do nowej sytuacji, jak do wojny biologicznej. Nie wiem, czy pan ma tego świadomość, ale niektóre firmy mają nawet protokoły działania przygotowane właśnie na takie sytuacje. Chodzi o założenie śluz, podział na części, których pracownicy nie mogą przekraczać, prace brygad w systemie zmianowym. Tak, podsumowując, wyglądał pierwszy okres – czyli strach i przygoda

Drugi okres to oczekiwanie na rychły koniec trwającej sytuacji. W pewnym sensie można to porównać do wojny światowej, która przecież miała trwać tylko trzy miesiące. Jest coś magicznego w tych 100 dniach. Później jednak pojawiły się strach i niepewność, ponieważ ludzie zrozumieli, że z gospodarką może nie być dobrze. Kolejne miesiące przyniosły frustrację, ale też oswojenie. Teraz do ludzi dotarło, że pandemia może trwać bardzo długo.

Zobacz także: Lockdown Warmii i Mazur. Będą pozwy do sądu

Tym bardziej że, jak zapowiedzieli rządzący, weszliśmy już w trzecią falę pandemii. Skoro część firm odczuwa już teraz znużenie i nie chce walczyć, to chyba nie wróży to niczego dobrego.

Paradoksalnie dla wielu firm pandemia była najlepszym czasem w ich historii. Ponieważ nawet jak komuś spadły obroty, to koszty spadły znacznie bardziej. Obecna sytuacja, którą można porównać do hibernacji, przyzwyczaiła firmy do życia na niskim poziomie kosztowym. I firmy wcale nie są skore do powrotu do poprzedniego poziomu. Możliwe, że gdy wróci normalność, wielu menedżerów ograniczy w firmach floty samochodowe i wyjazdy służbowe. Możliwe też, że w czasie pokryzysowym część osób doświadczy zwolnień. Idąc dalej, stracą na tym inne branże. Ograniczenie spotkań biznesowych to przecież mniejszy zysk dla hoteli i samolotów.

Do tego proszę zwrócić uwagę, że tak naprawdę wiele osób już dawno wróciło do pracy. I nie mam tu na myśli pracy zdalnej, ale pracę offline. Wszystko działa poza kilkoma segmentami: kinami, hotelami, transportem, eventami, miejscami, w których powstaje tłum. To, że wydaje nam się, że tak wiele firm nie działa, jest trochę skrzywieniem medialnym.

Problem jest w tych krajach, gdzie turystyka, transport i generalnie usługi stanowią istotny element gospodarki. A tam, gdzie mamy przaśną gospodarkę opartą na produkcji komponentów i wyrobów, to tam jest większa odporność. Proszę zauważyć, że czasem nienowoczesność gospodarki profituje.

Podsumowując, w końcu będziemy musieli wybudzić się z tego snu. Odhibernowanie gospodarki, które nadejdzie, nie musi jednak oznaczać powrotu do normalności, jaką znamy. Firmy będą funkcjonowały quasi-normalnie do momentu, gdy na nowo odczują potrzebę eksploracji.

Eksploracji, czyli czego?

Eksploracja polega na robieniu rzeczy nowych. To jeden z dwóch obszarów działalności biznesowej. Drugi to eksploatacja, czyli powielanie lub poprawianie tego, co już jest. Pandemia odcięła biznes od eksploracji. Spotkania przeszły od online'u, a relacji biznesowych nie buduje się w internecie. Trzeba się spotkać osobiście, pojechać na miejsce, zobaczyć wszystko na własne oczy. W ostatnim roku eksploracja ograniczyła się do jednej sfery, czyli medycyny i działalności okołomedycznej.

Chodzi o producentów płynów, maseczek i szczepionek. Poza tym cała eksploracja zamarła. Ciekawa zmiana zaszła też wewnątrz tej grupy. Niech pan przyjrzy się, kto stworzył szczepionki. Trzech największych graczy bigpharmy – GlaxoSmithKline, Sanofi i Merck – zawiodło. Sanofi twierdzi, że może wprowadzi coś w przyszłym roku, Merck zrezygnował z wyścigu. Nastąpiło przetasowanie rynku.

A czym może skutkować taka przewlekła eksploatacja? Jakie to może przynieść konsekwencje?

Nie jest łatwo oszacować w tym momencie konsekwencji długofalowych. Można się jednak spodziewać, że będą one raczej negatywne. Weźmy pod uwagę to, że większość firm została zahibernowana na rok. Hibernacja nie jest normalna dla firm. Biznes potrzebuje nowych relacji, możliwości, kontaktów z partnerami. Ten rok to wyciął. A to przekłada się nas wszystkich. Potrzeba nam nowych informacji, kroplówek rzeczy interesujących. Z tego żyją naukowcy, dziennikarze czy zwykli ludzie. Pandemia to wszystko zamroziła. Wszyscy powielają swoje rutyny.

Kolejną konsekwencją braku eksploracji jest to, że firmy starały się odpowiedzieć na pytanie, co jest kluczowe dla przetrwania i utrzymania rentowności. W związku z tym ograniczyły poziomy dywersyfikacji. Później przyjrzały się swoim relacjom biznesowym. Tu potwierdziło się stare przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Silne więzi zostały wzmocnione, a słabe zatarły się. Pandemia utrwaliła istniejące modele biznesowe, zmniejszyła innowacyjność i widzimy to także wyraźnie przez pryzmat bezprecedensowego spadku inwestycji przedsiębiorstw.

Wreszcie dowiedzieliśmy się też, co znaczy być liderem w trudnych czasach. I lider czasu pandemii jest trochę inny niż czasu rozwoju i koniunktury. Kluczowe stało się zachowanie spokoju i okazanie wsparcia tym, którzy gorzej to znoszą. Skończył się czas na wizje, pomysły i innowacje. Co do pracowników, zaczęto bardziej cenić ich za lojalność, oddanie i zaangażowanie niż kompetencje. Pandemia stała się generalnie dla firm i ludzi czasem pragmatyzmu.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(43)
przedsiębiorc...
rok temu
A Pan Profesor prowadzi jakiś realny biznes, czy sobie tylko teoretyzuje? Bo chyba oderwał się od rzeczywistości, zachęcam do rozmowy z hotelarzami, restauratorami i innymi...Już słyszeliśmy od Miłościwie Nam Panującego, że możemy się przebranżowić, teraz słyszymy o eksploracji..Większośc profesorków nie utrzymałaby kiosku Ruchu przez 3 miesiące...
bezsens
rok temu
Firmy są hibernacji i maja się dobrze dobre sobie . Później s się okaże ze to śmierć i jest za późno a zestaw do reanimacji w postaci dziurawej tarczy był tylko na papierze w postaci aktu zgonu.
katoliczka
rok temu
To rządzący winni wcześniej przewidzieć co stanie się w kraju,po to mają ambasadorów,spotkania unijne z których winno zapowiadać np. o szerzącej się nowej pandemi(wcześniej działać z zapobieganiem wirusów,badania ),o gospodarce ,komu pomóc,by zakłady funcjinowały ,nie padały .Kto będzie płacił podatki,jak firmy padną,napewno urzędnicy się nie utrzymają,bo ktoś musi na nich pravcować. Dlaczego nie można uruchomić państwowej firmy produkującej znów szczepionki(nie spółki).Zdrowie Polaków nie może być traktowane jak biznes własny,jedni muszą żyć,drudzy niech czekaja na szczepionki,zabiegi.To szybko trzeba zmienić.
Maruś
rok temu
Profesor?? znalazł 4 branże dotknięte pandemią smutna historia. Sama branża hotelowa pociągnęła za sobą wiele innych firm kooperujących jak chociażby pralnie, producentów chemii pralniczej , firmy sprzątające , obsługa budynków itp wymieniać by można jeszcze wiele innych powiązanych z hotelarstwem.
jacekp
rok temu
Prowadzę małą 4-osobową firmę w branży IT. Od roku w części miesięcy moje obroty wzrosły od 200 do 300%. Zysk netto w 2019 wyniósł 320tys, w 2020 - 710tys. W 2021 w dwa miesiące zarobiłem 130 tys netto. Udało się tak poprowadzić firmę, że przy tych samych kosztach obsłużyłem dużo więcej sprzedaży i wykonałem dużo więcej usług. Tempo pracy nieziemskie, ale dzięki temu uodporniłem się na wszystkie możliwe zawirowania, które mogą wystąpić. Współczuję przedsiębiorcom w niedziałających branżach, sam 11 lat temu podczas kryzysu zbankrutowałem więc rozumiem ich sytuację. Został mi wtedy tylko samochód i 0 gotówki na koncie. Została oczywiście głowa i dwie ręce :)
...
Następna strona