Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
ZUS ściąga składki od umów zleceń. Pracownicy będą musieli zwracać miliardy?

ZUS ściąga składki od umów zleceń. Pracownicy będą musieli zwracać miliardy?

Prof. Gertruda Uścińska, prezes ZUS Fot. Bartosz Krupa/East News
Prof. Gertruda Uścińska, prezes ZUS

Jeszcze w grudniu zeszłego roku ZUS akceptował sposób rozliczania składek. W trakcie powtórnej kontroli w styczniu już je jednak zaczął kwestionować. Firmy mają problem, bo mogą być zmuszone do zwrotu miliardów złotych. Możliwe, że pieniędzy będą domagać się także od swoich pracowników.

- Przez lata ZUS uznawał za legalne odprowadzanie składek tylko od pierwszej umowy w przypadku kilku umów zleceń z jedną osobą, ale w tym roku nagle wykonał zwrot o 180 stopni - mówi money.pl drobny przedsiębiorca z Warszawy, który woli pozostać anonimowy.

- Naliczono mi pół miliona złotych zaległych składek, ale pewnie dojdą do tego niemałe odsetki. Nie dostałem jeszcze ostatecznej decyzji - wyjaśnia. - Nie wiem, z czego to zapłacę, z działalności gospodarczej miałem niewielkie dochody - mówi załamany.

Firma zatrudniała nieregularnie nawet kilkadziesiąt osób do roznoszenia ulotek. Składki na obowiązkowe ubezpieczenie społeczne odprowadzane były tylko od pierwszej umowy na niewielką kwotę, np. 100 zł. Od kolejnych, na 500 zł czy więcej - już nie.

Optymalizacja? Oczywiście, ale taką praktykę przez lata legalizował sam ZUS, wydając dziesiątki interpretacji indywidualnych potwierdzających, że firmy mogą tak działać.

"To jest początek końca tysięcy polskich firm"

Nie jest to odosobniony przypadek. Organizacje przedsiębiorców i pracodawców alarmują, że ZUS w 2017 roku radykalnie zmienił interpretację przepisów i zaczął naliczać składki nawet wiele lat wstecz. Może chodzić nawet o 19 mld zł.

Do 2016 roku obowiązek ozusowania umów zleceń faktycznie dotyczył tylko pierwszej umowy, a od kolejnych nie trzeba było odprowadzać składek. Kwoty nie miały znaczenia, liczyła się chronologia.

W tym roku ZUS niespodziewanie uznał jednak, że od każdej umowy należało odprowadzić składkę. Co gorsza, ubezpieczyciel interpretację tę zaczął stosować wstecz. Problem dotyczy zarówno drobnych przedsiębiorców, jak i dużych firm startujących w wielomilionowych przetargach.

- To jest początek końca tysięcy polskich firm. W szczególności dotyczy to przedsiębiorców, którzy wykonywali zamówienia publiczne na rzecz państwowych instytucji, także ZUS-u - mówi money.pl radca prawny Monika Gładoch, ekspert prawa pracy.

- Praktyka ZUS zahacza o naruszenie praw człowieka i swobody działalności gospodarczej. Jest to zaprzeczenie państwa prawa, nie można wstecznie domagać się danin publicznych - ocenia. - To jest zagrożenie podstaw prowadzenia działalności gospodarczej - dodaje.

"Ministerstwo nie inicjowało działań w tym zakresie"

Co na to ZUS? W odpowiedzi na pytania money.pl, biuro prasowe zakładu przekonuje, że "nie ma tu mowy o żadnej zmianie interpretacji prawa", a działania kontrolerów koncentrują się jedynie na wykrywaniu fikcyjnych umów. "Żadna z umów nie może obecnie i nie mogła być zawarta fikcyjnie" - pisze ZUS.

"Jeżeli w toku kontroli ZUS stwierdzi, że zawarta umowa była fikcyjna i służyła jedynie obejściu obowiązku opłacania składek, ustala właściwy tytuł do ubezpieczenia i właściwą wielkość składek. Jeżeli firma zawarła z daną osobą dwie umowy, a kontrola wykaże, że ta, od której w rzeczywistości opłacane były składki, jest fikcyjna, ustala obowiązek składkowy od drugiej, realnej umowy" - czytamy w mailu do money.pl.

Z pytaniami o zmianę polityki ZUS odnośnie umów zleceń, która niesie ryzyko bankructwa wielu firm, na początku listopada zwróciliśmy się do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Do chwili publikacji tego tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi resortu Elżbiety Rafalskiej.

Krótka odpowiedź nadeszła za to z resortu Mateusza Morawieckiego. Resort finansów poradził nam, by "o kwestie interpretacji dotyczących składek na ubezpieczenia społeczne pytać w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych lub Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej".

MF zapewniło jednocześnie, że "nie inicjowało działań w tym zakresie". O tym, że zmiana polityki ZUS-u może być efektem interwencji u prezes Gertrudy Uścińskiej samego wicepremiera, mówili money.pl przedsiębiorcy, którzy powoływali się na źródła w ZUS-ie.

Pracowałeś na śmieciówce? Ciebie też to może dotyczyć

Łukasz Kozłowski, ekspert ekonomiczny Pracodawców RP ostrzega, że istnieje ryzyko, że podważanie umów zlecenia może uderzyć nie tylko w przedsiębiorców. Ucierpieć mogą też zleceniobiorcy, czyli de facto pracownicy.

- W sytuacji, gdy uznane zostanie, że płacone składki były zbyt niskie i powstanie konieczność zapłaty zaległych składek, sądy mogą rozstrzygnąć, iż doszło do bezprawnego wzbogacenia się osoby realizującej taką umowę - mówi money.pl.

- Z jednej strony bowiem pobierała ona wyższe wynagrodzenie, a koniec końców dodatkowa zaległa składka została za nie zapłacona, co również stanowi formę korzyści, w szczególności w przypadku składki emerytalnej - wyjaśnia.

Co to oznacza? Teoretycznie może zdarzyć się, że od osoby, która zarabiała na "śmieciówce" kilka złotych za godzinę, były pracodawca zażąda zwrotu części kosztów składek, jakie ściągnie od niego ZUS.

Istnienie takiej możliwości potwierdza mec. Adam Kostrzewa, ekspert prawa pracy, partner w kancelarii SPCG.

Wyegzekwowanie od zleceniobiorców tych kwot będzie trudne

Jak wyjaśnia w komentarzu dla money.pl, "przedsiębiorcy, którzy uiszczą składki naliczone przez ZUS, będą mogli dochodzić częściowego zwrotu od osób, z którymi współpracowali na podstawie umów zlecenia". Jak jednak zaznacza, "wyegzekwowanie od zleceniobiorców tych kwot będzie w praktyce procesem trudnym i długotrwałym".

- To nie poprawi zatem bieżącej sytuacji przedsiębiorców ponoszących konsekwencje zmiany stanowiska ZUS - podkreśla.

- Podstawą ewentualnego roszczenia będą przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu, analogicznie jak miało to miejsce w przypadku dziennikarki, która po tym jak dowiodła przed sądem, że łączył ją z pracodawcą stosunek pracy a nie stosunek cywilnoprawny, zobowiązana została do pokrycia części uiszczonych przez owego pracodawcę składek - wyjaśnia mec. Kostrzewa.

Sprawę opisywaliśmy w Wirtualnej Polsce. Dziennikarka pracowała w TVP przez 12 lat. Gdy ją zwolniono, zwróciła się do sądu o uznanie stosunku pracy za lata, gdy była na tzw. śmieciówce. Sąd przyznał jej etat i nakazał Telewizji Publicznej zwrócić 80 tysięcy zaległych składek ZUS. TVP to zrobiła, ale jednocześnie zażądała, aby później kobieta oddała im tę sumę.

- Wzbogacenie w tym wypadku polega bowiem również na uniknięciu wydatku, jaki stanowią dla ubezpieczonego należne ZUS składki - tłumaczy ekspert.

100 proc. ryzyka po stronie pracodawcy

Monika Gładoch uspokaja jednak, że ryzyko przerzucenia składek na zleceniobiorców nie istnieje.

- 100 proc. ryzyka jest po stronie pracodawcy, pracownikom nie grożą żadne konsekwencje finansowe - mówi money.pl. - ZUS tłumaczy to w prosty sposób: płatnik musi płacę ubruttowić i nie może wymagać od pracownika zwrotu części wynagrodzenia. Nie ma takiej możliwości - podkreśla.

Jak tłumaczy odstąpienie organów państwowych od utrwalonej interpretacji przepisów prawa, tym bardziej gdy nagła zmiana stanowiska odnosi skutki wstecznie, "może budzić poważne wątpliwości z punktu widzenia naczelnych zasad prawa w tym zasady pewności prawa jak i zaufania obywatela do Państwa".

- Jak się wydaje, obecnie zmianie uległa przede wszystkim nie wykładnia przepisów, a wytyczne jakimi ZUS kieruje się w toku kontroli w stosunku do określonego stanu faktycznego - mówi prawnik. - Zaostrzeniu uległ bowiem rygor oceny zawieranych ze zleceniobiorcami umów, skutkujący znacznie częstszym sięganiem po cywilistyczne instytucje nieważności i pozorności umów - stwierdza.

Ekspert przyznaje, że kontrola płatników składek jest ustawowym zadaniem ZUS, ale w jego ocenie aktualne działania tego organu "kreują niepewność prawną w zakresie skutków jakie dana umowa wywołuje w sferze ubezpieczeń społecznych, co może budzić wątpliwości z punktu widzenia norm konstytucyjnych".

W przypadku ZUS prawo może działać wstecz

Niestety wszystko wskazuje na to, że przedsiębiorcy nie mogą liczyć na to, że "prawo nie działa wstecz".

- W orzecznictwie panuje pogląd legitymujący ZUS do kwestionowania zawartych w przeszłości przez ubezpieczonych umów i w konsekwencji zobowiązywanie płatnika do opłacenia zaległych składek - stwierdza mec. Kostrzewa.

Ekspert podkreśla, że wydawane przez ZUS interpretacje mają charakter indywidualny, a nie powszechny. - Ochrona, jaka wiąże się z wydaniem przez ZUS interpretacji odnosi zatem skutek tylko względem konkretnego przedsiębiorcy i nie uniemożliwia ogólnej zmiany stanowiska ZUS w danej sprawie - zwraca uwagę.

- Interpretacje podatkowe mają swoje konsekwencje dla obywatela, ale jak widać, interpretacje zusowskie nie mają żadnych konsekwencji - mówi z kolei mec. Monika Gładoch. - Ostatecznie to sąd zdecyduje, czy przedsiębiorca miał zapłacić składki, czy nie - dodaje.

Według ekspertki sądy powinny poczekać na rozpatrzenie przez Trybunał Konstytucyjny wniosku, który złożyły organizacje Pracodawcy RP i Konfederacja Lewiatan. Chodzi o przepis ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, który mówi o uznaniu za pracownika osoby, która wykonuje pracę na podstawie umowy agencyjnej, umowy zlecenia lub umowy o dzieło.

 

Aktualizacja 09.11.2017 11:35
Otrzymaliśmy następujący komentarz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej:

"W związku z tym, iż Pana zapytanie dotyczy praktyki ZUS, Ministerstwo wystąpiło do Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pismem z dnia 2 listopada 2017 r. celem zajęcia przez ZUS stanowiska. Departament Ubezpieczeń i Składek Centrali ZUS przekazał stanowisko przy piśmie z dnia 6 listopada br., problem poruszony przez Pana wymaga jednak dodatkowej, pogłębionej analizy ze strony ZUS, dlatego też udzielenie odpowiedzi na zapytanie będzie możliwe po zakończeniu korespondencji z Zakładem w tej sprawie".

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Kate69
2017-11-18 11:08
w następnej kolejności będą samozarudnieni...
Mleczan
2017-11-15 17:16
PiSiury prowadzą rozdawnictwo na potęgę i zaprało pieniędzy w worku więc szukają na prawo i lewo
michał100%
2017-11-15 10:40
Brawo teraz tylko wyegzekwować prawo od wszystkich dużych firm ochroniarskich i sprzątających ,które przez ostatnie 10 lat stosowały świadomie i nagminnie takie śmieciówki zgarniając sowite zyski, a zarazem psuły rynek swoimi zaniżanymi stawkami. Karmiąc w ten sposób klientów,którzy zyski wyprowadzają za granice do rajów podatkowych i dziwiąc się przy przetargach ,że uczciwy podmiot OZUSOWUJE swoich pracowników za ich pracę w 100% .Najczęściej komentując ,,Państwa firma jest za droga w porównaniu do konkurencji"
Pokaż wszystkie komentarze (450)