Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Mają 25 lat i chcą zarabiać 10 tys. zł miesięcznie. Nie są bezczelni, mają do tego prawo

Mają 25 lat i chcą zarabiać 10 tys. zł miesięcznie. Nie są bezczelni, mają do tego prawo

Mateusz Kurleto zatrudnia prawie samych milenialsów. I bardzo to sobie chwali. Fot. arch. prywatne Mateusz Kurleto
Mateusz Kurleto zatrudnia prawie samych milenialsów. I bardzo to sobie chwali.
Zapatrzeni w siebie, roszczeniowi, nielojalni – tacy według obiegowej opinii są milenialsi. – Milenialsi są zajebi*** - twierdzi Mateusz Kurleto, szef firmy IT, która zatrudnia niemal samych "roszczeniowców". Dzięki nim jest jedną z najszybciej rozwijających się firm technologicznych w naszej części Europy.

- To nieprawda, że nie można mieć wszystkiego. Można i milenialsi to mają – mówi Mateusz Kurleto, założyciel i prezes firmy Neoteric z sektora IT. A że zwalniają się z pracy, kiedy podkreślane w ogłoszeniach "nowoczesne technologie” i "ciekawe projekty” okazują się łataniem dziur w aplikacji zaprojektowanej mniej więcej w czasie, gdy oni sami byli zajęci grą w berka? Nie ma się co dziwić.

To nie milenialsi są dziwni. To ich szefowie są dziwni, że tego nie rozumieją. I to im właśnie Kurleto ma więcej do zarzucenia. Bo czy to osobliwe, że pracownik, którego wysokie kompetencje przekładają się na wyższe zyski firmy, domaga się regularnego udziału w tych zyskach? – Nie – uważa przedsiębiorca. I ku zaskoczeniu wielu, jeszcze nie zbankrutował.

Ale wbrew pozorom, wcale nie o pieniądze tu chodzi.

„Zatrudniłem cię do roboty, a nie do myślenia”

- Ambicją życiową milenialsów nie jest poświęcić 25 lat życia, żeby potem poszukać życia, jakiego chcą, bo wiedzą, że mogą mieć je teraz - jak nie tutaj, to w Chinach, Stanach albo na Bali – mówi Mateusz Kurleto. - Nie chcą tracić czasu i energii na pracę, w której ich kreatywność jest tłumiona i w której zamiast się rozwijać, słyszą: "ja cię zatrudniłem do roboty, a nie do myślenia”, "żebyś ty miał takiego szefa, jakiego ja miałem w mojej pierwszej pracy” albo "rób to, co twój poprzednik, ale szybciej” – dodaje Kurleto.

Zobacz także: Adamczyk: milenialsi coraz częściej mówią, że praca nie jest ważna


 

- Jeśli jednak da im się możliwość rozwoju, jeśli zamiast zadań wyznacza się im cele, jeśli daje im się wolną rękę co do sposobu realizacji tego celu - wówczas biją na głowę wszystkich innych pracowników - podkreśla przedsiębiorca.

- W lutym i w marcu odbyłem ponad 40 rozmów ze swoim zespołem. 70 proc. tego zespołu to piętnowani milenialsi. Rozmawialiśmy o tym, co jest dla nich ważne w pracy, dlaczego zostają z nami 5 lat, dlaczego odrzucają dwukrotnie lepiej płatne oferty i co sprawia, że wbrew medialnym doniesieniom - chce im się chcieć - opowiada Mateusz Kurleto.

I co? I okazuje się, że dzisiejsi dwudziestokilkulatkowie przede wszystkim chcą być traktowani poważnie. - Nie lubią, kiedy mówi im się, co mają robić, ale chętnie sami znajdują najlepsze rozwiązanie, jeśli tylko rozumieją cel, jaki mają osiągnąć. Chcą wolności w działaniu i są gotowi brać za nie odpowiedzialność. Nie potrafią zaangażować się w ślepe posłuszeństwo, ale jeśli zapewnić im warunki, w których stać ich na oczekiwany poziom życia - dodam, że zupełnie rozsądny - możliwość szybkiego rozwoju i naprawdę ciekawe projekty - są najlepszymi ludźmi, z jakimi przyszło mi pracować – wyznaje.

Problem w tym, że wielu dzisiejszych managerów, którzy zarządzają zespołami, zupełnie tego nie rozumie. To z nimi jest problem, a nie z milenialsami. Kurleto ma dla nich trzy rady:

* Dawaj cele i autonomię. Młodzi ludzie chcą mieć poczucie, że coś tworzą, nie chcą wykonywać kolejnych nudnych zadań. Wolą wiedzieć, co mają osiągnąć i samodzielnie do tego dojść, a nie dostać "zadanka do zrobienia”.

* Płać im tyle, żeby byli w stanie żyć na poziomie, którego oczekują. Pieniądze będą wtedy najmniejszym argumentem przy podejmowaniu decyzji o ewentualnej zmianie barw klubowych.

* Doceniaj sukcesy, ale pozwalaj też popełniać błędy - to najlepszy sposób na stymulację ciągłego rozwoju.

Czy to rzeczywiście działa?

Od chińskich koparek do kalendarzy profesorów z Yale

W firmie Neoteric zadziałało. - Mój ojciec był informatykiem, więc od śmiesznie wczesnych lat dorabiałem sobie do kieszonkowego, np. skręcając sąsiadowi komputer – wspomina swoje początki Mateusz Kurleto.

Potem budował strony www. Choć studiował informatykę, w międzyczasie zajął się usługami budowlanymi, a nawet importował koparki z Chin. Przez trzy miesiące pracował też w banku. - Ale z tego dwa tygodnie byłem na urlopie i kolejne dwa na zwolnieniu lekarskim, żeby jakoś dotrwać do końca - mówi Kurleto. Zawsze wiedział, że będzie przedsiębiorcą. W końcu wrócił do IT. Firmę założył jako bogaty już w doświadczenia student drugiego roku studiów.

Dziś, choć nie płaci najwięcej na rynku, jego pracownicy – ci roszczeniowi, żądni pieniędzy milenialsi – od niego nie odchodzą – odrzucając czasem nawet dwukrotnie lepsze finansowo oferty konkurencji.

Mateusz Kurleto prowadzi w sumie cztery spółki, w tym właśnie Neoteric – softwarehouse, którego centrum zarządzania światem jest w Gdańsku. Jego zespół liczy 50 osób, z których 40 to właśnie milenialsi. Neoteric wykonuje zlecenia dla klientów z całego świata, w tym z Singapuru czy USA. Amerykańscy profesorowie z Yale i Stanford używają aplikacji Neoteric do umawiania spotkań. Polscy klienci stanowią zaledwie 20 proc. biznesu.

W 2016 r. międzynarodowa firma doradcza Deloitte umieściła Neoteric na liście najszybciej rozwijających się firm technologicznych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. A to wszystko właśnie dzięki milenialsom.

Jak pracują milenialsi?

– Ja nie narzucam im formy współpracy, mogą pracować na etacie, a mogą założyć własną firmę, mogą przyjeżdżać do biura, a mogą pracować z domu. Nie mam żadnego problemu z tym, że ktoś wylatuje na weekend i nie wraca w poniedziałek do miejsca pracy. Skoro jest na drugim końcu świata, to niechże sobie tam siedzi, pod warunkiem że w dni pracujące pracuje. A skąd – czy siedząc za biurkiem w Gdańsku czy na plaży w Hiszpanii – to już nie ma dla mnie znaczenia. Liczą się jedynie efekty – mówi Kurleto.

- Oczywiście ta wolność jest w granicach odpowiedzialności – jeśli mamy w zespole zaplanowane spotkanie, to każdy musi pojawić się w firmie. Ale oni to doskonale rozumieją i nigdy nie miałem problemu z ich poczuciem odpowiedzialności. Jeśli wyznacza się im cele i daje wolność w ich realizacji, zamiast wyznaczać konkretne zadania, to są zaangażowani, samodzielnie podejmują decyzję i są niezwykle skuteczni. To właśnie jest klucz – mówi przedsiębiorca.

- Jestem zdziwiony, że wielu „starych” managerów tego nie rozumie. To jest wręcz zarzut właśnie w ich kierunku, to oni się nie uczą zarządzania ludźmi, a przecież już klasycy wiele lat temu pisali, jak skutecznie zarządzać zespołem. Te reguły sprawdzają się również w przypadku milenialsów – dodaje.

Ile trzeba płacić „zachłannemu” milenialsowi?

- Płać im tyle, żeby byli w stanie żyć na poziomie, którego oczekują. Żeby nie musieli się zastanawiać po wyjściu z pracy, jak by tu jeszcze dorobić do pensji – radzi Mateusz Kurleto.

Ile zarabia milenials w IT? – Jeśli jesteś na etapie stawania się inżynierem i przychodzisz na staż, możesz liczyć na 1,5-2 tys. zł netto. Ten etap trwa 3-6 miesięcy. Potem jeśli się sprawdzisz, stajesz się juniorem. Twoje zarobki rosną do 2,5-5 tys. zł netto. Podwyżkę dostajesz co pół roku. Po dwóch latach stajesz się „midem” i zarabiasz od 4-5 tys. zł do 10-12 tys. zł. Gdy masz już około pięcioletnie doświadczenie, twoje zarobki kształtują się w granicach 14-18 tys. zł netto – wylicza Mateusz Kurleto.

Dużo? Bardzo. Ale nie to jest najważniejsze.

- Na prestiżowej uczelni Massachusetts Institute of Technology w USA zrobiono badania, które pokazały, że motywacja w stylu kija i marchewki jest zupełnie nieskuteczna, a nawet pogarsza efekty pracy w zawodach kreatywnych – nie tylko zresztą w grupie milenialsów – podkreśla Kurleto.

- Podczas eksperymentu studenci MIT mieli różne zadania, jedni dostali prace kreatywne, jak rozwiązywanie haiku, inni prace fizyczne, jak wrzucanie piłki do kosza. Za wysoką efektywność w powierzonych zadaniach studenci mieli otrzymać nagrodę – im więcej zrobili, tym nagroda miała być wyższa. Co się okazało? Że im wyższa miała być nagroda, tym gorsze efekty osiągali ludzie rozwiązujący haiku, a więc wykonujący pracę kreatywną – mówi Kurleto.

A więc to nie pieniądze ich motywują. Problem w tym, że badania prowadzone były w MIT, tak prestiżowe i specyficzne środowisko mogło wypaczać wyniki badań. Przecież ludzie studiujący w MIT nie muszą walczyć o byt, martwić niezapłaconymi rachunkami ani odkładać na wakacje. Badania powtórzono więc w Indiach. Nagrodą był ekwiwalent jedno- lub dwumiesięcznej pensji. Efekt? Ten sam. W zawodach kreatywnych uzależnienie efektywności od pieniędzy nie działa.

Co więc działa?

- wolność i cel;

- uznanie ich rozwoju (nawet nie tyle umiejętności, ale samego faktu rozwijania się);

- kultura organizacyjna i spójne wartości – jeśli mówisz swojemu zespołowi, że to praca nie tylko dla pieniędzy, to sam przestrzegaj tej zasady i bądź konsekwentny;

- wyższy cel – ludzie wolą pracować w firmach, które osiągają sukces, zmieniają rynek, a może nawet świat.

- Ludzie zawsze lepiej pracują, kiedy tworzą np. pierwszego na świecie Skype'a niż tworząc program piszący regresy ubezpieczeniowe. To, co robią, naprawdę ma znaczenie, muszą wierzyć, że ich dzieło ma znaczenie dla innych ludzi – podkreśla Kurleto.


Neoteric

Manager musi być jak przedszkolanka

Mateusz Kurleto sam jest trochę milenialsem. Trochę, bo tylko oficjalnie, według amerykańskich definicji. Polskie powinny być nieco inne.

- Jestem z rocznika '85 więc teoretycznie załapuję się do tego pokolenia, bo przyjmuje się, że milenials to ten urodzony pomiędzy '84 a '97 rokiem. Ale w Polsce te granice powinny być nieco inaczej ustawione przez to, że w latach 80. mieliśmy jeszcze komunizm, było pusto na półkach, nie mówiąc już o dostępie do elektroniki, czy nowinek technologicznych. Polska młodzież później brała do ręki elektronikę, telefony komórkowe, później zaczęła żyć na co dzień z internetem. Według mnie w Polsce millenials to ktoś urodzony najwcześniej w latach '85-'86 – podkreśla Kurleto. – Pokolenia urodzone kilka lat wcześniej to xennialsi, którzy mieli już cyfrową młodość, ale dzieciństwo jeszcze analogowe – dodaje.

Młodość milenialsów, ich zapał i wiara w ideały - często pozbawiona cynizmu - to atuty, które mądry szef doskonale wykorzysta. Ale ta młodość może mieć też wady i to wcale nie jest brak doświadczenia wymuszony wiekiem.

– Dojrzałość emocjonalna – to tu widzę niedostatki – przyznaje Mateusz Kurleto. Młodzi ludzie są bardzo silnie nastawieni na indywidualizm, co może rodzić konflikty. A drobne konflikty czasem przybierają groteskowe barwy. Wtedy zarządzający zespołem przypomina bardziej zarządzającego przedszkolem – mówi Kurleto. Ale to drobiazg w porównaniu do zalet tych niedojrzałych, ale piekielnie zdolnych milenialsów odsądzanych od czci i wiary przez ich starszych, skostniałych kolegów, którzy nie nadążają za światem.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez: dziejesie.wp.pl

zarządzanie, rynek pracy, milenialsi, mateusz kurleto
Czytaj także
Polecane galerie
Elvis
2018-06-19 17:56
Ale Janusz z tego brodacza
Karol
2018-06-18 02:43
Problem, że oni nic nie umieją. Nie znam biznesów Pana Mateusza ale długofalowego sukcesu nie wróżę. Ja próbowałem zatrudniać, próbowałem płacić, próbowałem dawać wolną rękę ale w obliczu takiego tępawego i niedorobionego pokolenia to niestety się nie da.
Zero prawdziwej inwencji (to co ich mniemaniu jest inwencją to wtórność i powielanie tysięcznego wariantu wzorca, udziwnionego ale wtórnego do bólu), zero umiejętności kreatywnego rozwiązywania problemów i przede wszystkim brak interdyscyplinarności. Nie, nie takiej wykraczającej zupełnie poza dziedzinę ale takiej w obrębie otoczki dziedziny, a przez to jeszcze bardziej ograniczona kreatywność
miki
2018-06-17 20:49
dokladnie tak jest i nie wazne czy nazwiesz ich milenialsi czy ufoki. nikt teraz nir bedzie robil za psie pieniasze i zginal kark dla azefa aby na panienki jezdzil.
Pokaż wszystkie komentarze (159)