Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
msp
04.07.2020 16:25

W pracowni lutnika. O drewnie, które żyje, skręca się i gra

- Każdy instrument ma swoją własną historię, jakąś swoją wyjątkową cechę. Na przykład, udało nam się stworzyć basówkę z kawałka dębu, który - jak się okazało - miał 2100 lat. Dąb, z którego zbudowaliśmy gitarę, rósł w czasach, kiedy po ziemi chodzili dziadkowie Kleopatry czy Juliusza Cezara - mówi money.pl Marek Dąbek, lutnik, przedsiębiorca i konstruktor gitar basowych.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Stradi)

Bas – tak twierdzą niektórzy – jest tym instrumentem w utworze, który słychać najmniej, ale czuć najmocniej. Jest w tym sporo prawdy, choć historia muzyki zna artystów, których twórczość stoi w kontrze do tej tezy.

Przykłady? Jazzmani Marcus Miller i Wiktor Wooten, funkowy Larry Graham czy artyści kojarzeni z cięższymi brzmieniami, jak Les Claypool czy Cliff Burton, który zdążył nagrać trzy albumy z zespołem Metallica (ach, jego sola).

- Gitara basowa zawsze mnie fascynowała. Uważam, że to wyjątkowy instrument, przez wielu niedoceniany – mówi Marek Dąbek, lutnik, przedsiębiorca i konstruktor gitar basowych marki Stradi, przez wielu muzyków uznawanych za najlepsze tego typu instrumenty, jakie kiedykolwiek pojawiły się na rynku. A z pewnością najpiękniejsze.

(Stradi)
(Fot: Stradi)

Marek Dąbek prowadzi swoją pracownię w Juliszewie niedaleko Płocka. Zakład powstał w 2002 roku. Jak przyznaje nasz rozmówca, pomysł na to, aby konstruować gitary basowe pojawił zaledwie kilka lat temu. Wszystko tak naprawdę zaczęło się od instrumentów smyczkowych.

Czytaj: Kaja Paschalska o muzycznych planach. "Nie chcę, żeby moja twórczość przeszła bez echa"

- Miałem 19 lat, grałem na różnych instrumentach i bardzo chciałem nauczyć się grać na skrzypcach. Ponieważ nie miałem pieniędzy na zakup instrumentu, to idąc śladem mojego taty, który sam robił rzeczy, na zakup których nie mógł sobie pozwolić, postanowiłem własnoręczne skonstruować skrzypce elektryczne. Nie nacieszyłem się nimi długo, ponieważ spodobały się one mojej nauczycielce, która zaproponowała, że je odkupi. Zgodziłem się i musiałem zbudować kolejny instrument. Na tyle polubiłem budowanie instrumentów, że poświęcałem na to cały swój czas – opowiada Marek Dąbek.

- Na początku swojej drogi lutniczej konstruowałem skrzypce elektryczne i kontrabasy. Basy zacząłem robić dopiero kilka lat temu. Chciałem stworzyć instrument posiadający brzmienie kontrabasu, ale formę gitary basowej. Temat okazał się dla mnie na tyle fascynujący, że porzuciłem budowanie instrumentów smyczkowych i skupiłem się na basach. W projekt swojego kontrabasu elektrycznego wkomponowałem korpus gitary basowej, nawiązujący kształtem do klasycznych instrumentów smyczkowych – dodaje.

Z początku Marek Dąbek tworzył basy samemu, a jego firma rozwijała się bardzo powoli. Z czasem do pracy nad tworzeniem basów zaangażował swoją żonę – Agnieszkę, która dla tego zajęcia porzuciła stanowisko menedżerskie w jednej z firm. Punktem zwrotnym dla pracowni okazało się skonstruowanie modelu Symphony Bass.

- Ten model dobrze przyjął się w środowisku i stał się źródłem naszego sukcesu. Dlaczego akurat ten? Przypuszczam, że wynika to z prostoty jego formy, dobrze przemyślanych proporcji i z jego wyjątkowego brzmienia. Podszedłem do budowy gitary basowej z zupełnie innej strony niż tradycyjne konstrukcje oparte na znanych modelach. Do tego można dodać moje zamiłowanie do minimalizmu i stosunkowo prostej formy instrumentu, którego linie nawiązują do klasycznej budowy kontrabasu. To chwyciło – przyznaje nasz rozmówca.

Tworzenie gitary basowej składa się z wielu etapów. Przygotowania drewna, wycięcia poszczególnych części. Potem zaczyna się profilowanie, rzeźbienie korpusu, nabijanie progów na podstrunnice, potem wykończenie (najczęściej olejowanie lub woskowanie).

- Drewno to materiał naturalny - mówi się, że drewno pracuje, skręca się czy pęka, uwalniając wewnętrzne naprężenia – tłumaczy Dąbek.

Z kolei rodzaj drewna wpływa na brzmienie. Dąbek podaje w naszej rozmowie przykład gitar marki Fender. Jej twórca – Leo Fender – podobnie jak Marek Dąbek grał rzadko lub wcale. Swoje wysiłki skupiał na tym, aby dostarczyć jak najlepszy produkt.

- Fender używał popularnego drewna, szeroko dostępnego w Stanach. Odpowiednio był to klon na gryf oraz olcha, jesion lub topola na korpus. Dzięki temu te gitary brzmią jasno i klarownie – wskazuje.

Dąbek sięga po różne gatunki drewna, w zależności od tego, jakiego efektu oczekuje wobec brzmienia. Od ciemno brzmiącego mahoniu, cedru czy acajou (mahoń afrykański), poprzez pełne spektrum egzotycznych gatunków, jak orzech amerykański, koa, amazaque, padauk, po jasno brzmiący klon, jesion czy stosunkowo uniwersalną olchę. Ale na tym nie koniec.

- Udało nam się stworzyć basówkę z kawałka dębu, który – jak się okazało – miał 2100 lat. Dąb, z którego stworzyliśmy instrument, rósł w czasach, kiedy po ziemi chodzili dziadkowie Kleopatry czy Juliusza Cezara. Dzięki starannemu, wieloletniemu suszeniu po wydobyciu go z wody, drewno pozostało zdrowe i mocne, zmieniło jedynie kolor na czarny. Wiek potwierdzaliśmy badaniem radiowęglowym – wyjaśnia Dąbek.

- Nigdy nie robiliśmy dwóch identycznych basów. Każdy instrument stanowi odrębny spójny design, ma swoją własną historię, jakąś swoją wyjątkową cechę – dodaje.

Dąbek nie tworzy swoich instrumentów masowo. Maksymalnie od kilkunastu do dwudziestu sztuk rocznie. Cena nie jest mała. Wynosi od 2600 do 3300 euro za egzemplarz. Nic dziwnego, że na juliszewskie majstersztyki pozwala sobie głównie elita.

- Tuż po tym, jak powstał projekt Symphony Bass, odezwał się do nas niemiecki kompozytor muzyki filmowej. Nazywa się Jochen Schmidt-Hambrock. Nasza znajomość potoczyła się w niesamowity sposób. Dziś Jochen ma już osiem naszych instrumentów. Jeszcze wcześniej naszą pracę docenił amerykański producent filmowy i basista Ali LeRoi. Współpracujemy także z rodzimymi muzykami, jak Piotr Żaczek czy młodziutki, ale już doskonały basista Kamil Pyrek. Jeżeli powiem, że na każdym kontynencie ktoś używa naszego instrumentu, to nie minę się z prawdą – wyjaśnia.

Podczas jednej z wystaw w Kalifornii na drodze Marka Dąbka stanął wspomniany wcześniej Wiktor Wooten, który chwalił design instrumentów Stradi. Czy kupił egzemplarz? Tego się nie dowiemy. Muzycy tej klasy są związani umowami z producentami sprzętu. To ważny – jak przyznaje Dąbek – moment dla budowania marki. Jednak jak przyznaje, w tym wszystkim liczy się co innego.

- Lubię moment, gdy instrument w końcu staje się kompletnym dziełem, kiedy zaczyna grać. Gdy zakładam struny i słyszę jego brzmienie po raz pierwszy. To niesamowite, po osiemnastu latach tworzenia instrumentów mam nadal ogromną przyjemność, gdy mogę wydobyć pierwszy dźwięk.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: msp, firma, muzyka, pasja, bas
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
05-07-2020

bacADobra rada dla Polaka: Wy Pie dr. Oli Ćmaliniaka!!!! Cała Polska, Polska cała zagłosuje na Rafała.

04-07-2020

MIKPanie Marku, jestem Pana dozgonnym kibicem, za pasje, skromnosc, pracowitosc, profesjonalizm i niezbedne dla tworcow "uduchowienie"

05-07-2020

OnkelinoWspaniałe gdy uda się połączyć pasję ze źródłem dochodu. Powodzenia i zdrowia życzę, resztą to samo się zglosi

Rozwiń komentarze (27)