Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Odnoszą sukcesy w biznesie, nie kryją się z głęboką wiarą. Przedsiębiorcy, dla których drogowskazem jest Biblia

Odnoszą sukcesy w biznesie, nie kryją się z głęboką wiarą. Przedsiębiorcy, dla których drogowskazem jest Biblia

Dominik Radziszowski, wiceprezes firmy informatycznej XTRF Fot. XTRF
Dominik Radziszowski, wiceprezes firmy informatycznej XTRF

Udowadniają, że głęboka religijność i twarde stąpanie po ziemi w biznesowym świecie wcale nie muszą się wykluczać. Rozmawiamy z przedsiębiorcami, którzy zapewniają, że wiara nie tylko daje siłę do walki z przeciwnościami, ale także ułatwia osiągnięcie sukcesu.

Ostatnio ogromną sensację wzbudziła informacja o osiedlu domów jednorodzinnych skierowanych do "szczęśliwych ludzi polegających na Bogu". To wystarczyło, by zalała ich fala szyderczych artykułów i hejterskich komentarzy w sieci. To niejedyny biznes, jaki prowadzą w Polsce ludzie, dla których wiara w Boga i Pismo Święte są także wyznacznikiem w zarządzaniu własną firmą.

Jedną z takich osób jest Dominik Radziszowski. To jeden z założycieli, współwłaściciel i wiceprezes XTRF, spółki nowych technologii, która odniosła światowy sukces w dziedzinie automatyzacji zarządzania projektami. - Do wiary zdecydowanie się przyznaję - deklaruje na wstępie rozmowy z money.pl Radziszowski.

"Marzę o tym, żebyśmy robili przerwę na Anioł Pański"

Czwartkowe popołudnie. Krakowianin jest właśnie w podróży razem z rodziną na Triduum Paschalne do Bystrej Podhalańskiej, ale bardzo chętnie przez telefon opowiada nam, w jaki sposób wiara łączy się z jego działalnością biznesową.

- Widzę po sobie większą wrażliwość na różne sprawy. Dotyczy to zatrudniania ludzi, traktowania pracowników czy współpracy z partnerami - mówi. - Uważam, że uczciwość, szacunek się po prostu opłaca - dodaje Radziszowski.

Alkohol przy światecznym stole. "To dramat wielu polskich rodzin"

 

 

- Oczywiście nie trzeba być wierzącym, by takim wartościom hołdować. Dla mnie ważniejsze jest to, że w coraz bardziej świeckim świecie nie boję się i nie wstydzę dawać osobiste świadectwo wiary - podkreśla.

Pytamy Radziszowskiego, jak często zdarza mu się wybierać między tym, co uznaje za słuszne, a tym, co wydaje się użyteczne lub opłacalne.

- Dzisiejszy świat często stara się przekonać nas do tego, że nawet jeśli coś jest złe, to najważniejsze, że nam się udało i uznaje to za sukces. Trudno wyjść z takiego błędnego schematu - stwierdza przedsiębiorca.

- Nie chciałbym jednak, żeby powstało wrażenie, że jeśli człowiek otwarcie przyznaje się do wiary, to jest uczciwy, a jeśli jest niewierzący, to pewnie nie jest - zastrzega Radziszowski. - Znam wiele przykładów osób, które są z dala od Kościoła, a są bardzo uczciwymi ludźmi, a z drugiej strony niestety zdarzają się osoby, które przyznają się do wiary, ale w swojej praktyce biznesowej nie zawsze tym wartościom są wierni - mówi.

Rozmówca money.pl podkreśla, że bardzo ważne są wartości tworzące kulturę współtworzonej przez niego organizacji. - One są zgodne z wyznawaną przeze mnie wiarą, ale nie chciałbym ich zawłaszczać i mówić, że one są praktykowane dlatego, że jestem wierzący - zaznacza. - Zawdzięczamy je wszystkim ludziom tworzącym XTRF i jestem im za to wdzięczny - dodaje.

Choć dla Radziszowskiego wiara przede wszystkim pozwala trzymać się określonych wartości, nie wzbrania się przed zewnętrznymi przejawami religijności w pracy. - Marzę o tym, żebyśmy kiedyś robili przerwę na Anioł Pański, może kiedyś coś takiego uda się wprowadzić. Na razie taką przerwę wdrażam sobie sam - zdradza.

Wiceprezes XTRF mówi, że wiara w biznesie najbardziej przydaje się jako sposób na pokonywanie trudności. Jego firma działa głównie na rynkach zagranicznych, jest obecna w 40 krajach, a to oznacza nieustanną walkę o utrzymanie swojej pozycji.

- Biznes w skali globalnej jest wymagający, a zarządzający nim poddawani nieustannym naciskom wielu stron. Żyją i pracują pod silną presją czasu, osiąganych wyników, ryzyka podejmowanych decyzji - wylicza.

- Trudno temu stawić czoła, jeśli nie ma się odniesienia do Boga. Mam przekonanie, że stoi za mną ktoś, kto jest mocniejszy od tych wszystkich wyzwań. Wiem, że nawet jak jest bardzo trudno, to te trudności czemuś służą, że Pan Bóg przeprowadza mnie przez nie, żebym stał się lepszym człowiekiem i aby skorzystała na tym również moja firma - deklaruje Radziszowski.

- Cel jest jednak dalej niż w sukcesie firmy, a jest nim zbawienie i moje i moich współpracowników. Mam doświadczenie błogosławieństwa w trudnościach - mówi. - Staram się moje świadectwo wiary połączyć z profesjonalizmem działania. To siłą rzeczą sprawia, że przekaz w obszarze wiary jest bardziej wiarygodny, to też klucz do serc i umysłów tych, którzy o samej wierze nie chcą już dziś wcale rozmawiać - stwierdza.

Prowadzę dzieła, które Pan Bóg mi powierza

O tym, że wiary i zarabiania pieniędzy nie można rozdzielać, przekonuje nas również Artur Kalicki. To także Krakowianin, który oprócz prowadzenia firmy taksówkarskiej i zarządzania nieruchomościami zajmuje się biblijną edukacją finansową i działa w duszpasterstwie przedsiębiorców.

Jacek Bereźnicki, money.pl: Na czym polega chrześcijańskie podejście do prowadzenia firmy?

Artur Kalicki: Przede wszystkim nie prowadzę swojej firmy, lecz prowadzę firmę bożą. Prowadzę dzieła, które Pan Bóg mi powierza. Jeśli firma podupada, to zastanawiam się, co robię źle. Może też być tak, że Pan Bóg chce tę część zamknąć. Porażki traktuję jako szansę, gdyż porażka to chwilowy przystanek w drodze do sukcesu. Różne sytuacje przeżyłem i czasem wydawało się, że to już jest koniec. Potem jednak mówiłem: "Panie Boże, dlaczego nie wcześniej?”

Wiara przenika moje życie, więc nie ma podziału na biznes i wiarę. To jak postępuję, jakie kontrakty zawieram, z kim te kontrakty zawieram, wynika z mojej relacji z Panem Bogiem i Jego zaopatrzenia. We wszystkich moich szkoleniach odnoszę się do Pana Boga, do Biblii, nawet w tych stricte biznesowych. Nie stosuję manipulacji, gdyż jest ona nakierowana na płytki, chwilowy efekt. Prowadzę takie szkolenia, które przynoszą konkretną i trwałą zmianę w ludziach i organizacjach.

Jak zachęca pan do łączenia sfery duchowej z przyziemnymi realiami prowadzenia biznesu?

Nie ma miejsca na podział na sacrum i profanum. Jeśli jestem naśladowcą Chrystusa, to nie ma znaczenia, czy jestem w kościele, w domu czy w pracy. Stosuję te same zasady uczciwości i bożej ekonomii. Pismo Święte zawiera bardzo dużo wskazówek jak zarządzać sobą, pieniędzmi, firmą, a także ludźmi, których mamy powierzonych.

W powszechnym odczuciu bogactwo jest w nauce Kościoła napiętnowane, a cnotą jest ubóstwo. Wielu wierzących przedsiębiorców może mieć z tym problem.

Według mnie istnieje zasadnicza różnica pomiędzy byciem bogatym i majętnym. Jeśli jestem majętny, to znaczy, że posiadam dużo, bo Pan Bóg widzi, że dobrze zarządzam tym, co mi powierzył. Bogaty jest ten, który ma serce utopione w tym bożku, w tym bogactwie. W tym drugim przypadku może się tak zdarzyć, że to bogactwo nas zniszczy.

Co to jest biblijna edukacja finansowa?

Zapraszamy ludzi do tego, by poznali czym jest boża ekonomia. Nie mówimy "wyzbądź się wszystkiego”. Oczywiście zachęcamy do tego, by się dzielić, ale żeby przede wszystkim poznać zasady bożej ekonomii. Po pierwsze, że Bóg jest właścicielem wszystkiego, czym zarządzamy. Drugą rzeczą jest praca. Po co mamy pracować? Aby przynosić Bogu chwałę. Nie zadłużać się, a także szukać rady. Pytanie o poradę jest często przedstawiane jako słabość w biznesie, ale to zupełnie błędne podejście.

Zachęcamy: żyj prosto, co jednak nie znaczy ubogo, ascetycznie. Żyj prosto, czyli nie trać z oczu Boga przez rzeczy, którymi się otaczasz. Mówimy o teologii odpowiedzialności. Mam tak zarządzać powierzonym mi majątkiem, aby go pomnażać. Tak jak mówi przypowieść o talentach.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Były Współpracownik
2018-06-13 14:24
Problem Dominika Radziszowskiego polega na tym, ze zdecydowanie mowi dużo o swojeje wierze, ale mało się na nie opiera w pracy. Jak nie zrobi tego co trzeba, to odpowiedzialni są podwładni. Nigdy on. nie potrafi przyznać się do błędu i jest bardzo butny, przekonany o swoim geniuszu i zadufany w sobie, nieszanujący ludzi. Taki był na AGH i taki jest w biznesie. Firma mogłaby upadać i trzebaby było zwolnić dużo ludzi, a on i tak będzie uważał, że on zrobił wszystko co miał.
Szczęść Boże
2018-04-18 15:17
tylko proszę mieć w pamięci, szczególnie w świecie konkurencji do kasy, że słowa " ...drugi policzek nadstaw..." to nie znaczy pozwolenie na drugie uderzenie, ale przygotowanie, asekuracja, profilaktyka itp.
Mark
2018-04-15 07:15
Zanim kliknąłem, pomyślałem o Rydzyku, a tu ani słowa tym o czołowym polskojęzycznym "biznesmenie".
Pokaż wszystkie komentarze (23)