Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Płaca minimalna. Trwa spór, Solidarność nie wyklucza strajku

Płaca minimalna. Trwa spór, Solidarność nie wyklucza strajku

Różnica zdań rządu i związkowców w sprawie płacy minimalnej Fot. EAST NEWS
Różnica zdań rządu i związkowców w sprawie płacy minimalnej

 

- Propozycja rządu jest bezczelna – mówi w rozmowie z money.pl rzecznik NSZZ Solidarność Marek Lewandowski. Trwa batalia o wzrost płacy minimalnej. Postulaty związków zawodowych mijają się z rządowymi propozycjami. Ponadto „S” żąda podwyżek w budżetówce.

2220 zł brutto - to rządowa propozycja płacy minimalnej, która miałaby obowiązywać od 2019 roku. Nie zgadza się z nią „Solidarność”, domagając się płacowego minimum na poziomie 2278 zł brutto. To różnica 58 złotych brutto miesięcznie. Niby niewiele, jednak związkowi chodzi o zbliżanie się do poziomu 50 procent średniego wynagrodzenia. Propozycja rządu od tej kwoty nieznacznie się oddala.

- To złamanie pewnej umowy. Jeszcze w 2007 roku, i później w 2015 podczas kampanii wyborczej, Prawo i Sprawiedliwość zapewniało, że mechanizm stopniowego zbliżania się do płacy minimalnej na poziomie 50 procent średnich płac to najlepsze rozwiązanie. Nastąpił symboliczny przełom. Zatrzymuje się dobry trend – mówi nam rzecznik „S” Marek Lewandowski. I dodaje, że nie ma żadnego uzasadnienia dla takiej propozycji. – Dziś nie można mówić, że jest kryzys, że się nie da. Te problemy nie istnieją – komentuje Lewandowski.

Rzecznik „Solidarności” podkreśla, że jej przedstawiciele są zwolennikami dialogu. Jeśli jednak ten nie przyniesie rezultatu, trzeba będzie rozpatrywać inne rozwiązania. Dlatego Komisja Krajowa "S" zobowiązała prezydium do opracowania różnych scenariuszy. W tym tego ostatecznego, ale przez związkowców nie wykluczanego. Czyli strajku.

Trzy postulaty

Dla Solidarności najważniejsze jest jednak podniesienie płac w sferze budżetowej. Te – jak podkreślają przedstawiciele „S” – są zamrożone od 7 lat. Po posiedzeniu Komisji Krajowej Solidarności członkowie zażądali podwyżek w budżetówce na 2019 rok na poziomie nie mniejszym niż 12 procent.

- Inflacja spowodowała wzrost kosztów utrzymania. Podwyżki w budżetówce tylko to zrekompensują. Te 12 procent to skumulowana wartość. Nie może być tak, że młodszy inspektor Państwowej Inspekcji Pracy zarabia mniej niż sprzątaczka w Komisji Krajowej, a przecież jej wynagrodzenie nie jest specjalnie wysokie. PiS można pochwalić za wiele zmian, ale budżetówki nie odpuścimy – podkreśla Lewandowski.

Zdaniem przedstawicieli NSZZ "Solidarność", sytuacji w budżetówce nie poprawia zwiększenie funduszu wynagrodzeń w ostatnich dwóch latach.

- Większość tych środków przeznaczona została na wzrosty wynagrodzeń urzędników i funkcjonariuszy, w tym sędziów i prokuratorów, które regulowane są w oparciu o inne ustawy - głosi komunikat po posiedzeniu Komisji Krajowej opublikowany na tysol.pl, stronie internetowej "Tygodnika Solidarność".

Oprócz zwiększenia płacy minimalnej i podwyżek w budżetówce, „S” domaga się również zwiększenia odpisów na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych. Obecnie podstawę do wyliczeń stanowi przeciętne wynagrodzenie z 2012 roku. Z pieniędzy ZFŚS finansowane są m.in. wakacje pod gruszą, paczki świąteczne czy dopłaty do biletów do kina, teatru czy na koncerty. „S” zażądała odmrożenia wysokości odpisów na ten fundusz.

Zobacz też: "Pensja minimalna. Tempo podniesienia przekracza wzrost PKB"


 

Kto da więcej?

Do worka postulatów swoje żądania dorzuca Forum Związków Zawodowych. Domagają się od rządu podwyżek dla budżetówki rzędu 15 proc. i zrównania płacy minimalnej do 50 proc. średniego wynagrodzenia. Forum chce też odmrożenia składek na na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych oraz zwiększenia waloryzacji rent i emerytur.

FZZ ma wsparcie partii Razem przy postulacie dotyczącym 15-procentowej podwyżki dla pracowników budżetówki. Przedstawiciele lewicowego ugrupowania podkreślają, że osoby zatrudnione w tym sektorze to prawie 10 proc. wszystkich pracowników w Polsce. To m.in. pielęgniarki, lekarze, nauczyciele, strażacy, pracownicy kultury i inni. Zdaniem partii Razem, płace tych grup zostały zamrożone za rządów PO i nie zostały odmrożone przez PiS.

2220 zł do konsultacji. Nie ma konsensusu

Rząd skierował propozycję zwiększenia płacy minimalnej do kwoty 2220 zł brutto miesięcznie do Rady Dialogu Społecznego. Konsultacje z przedstawicielami pracodawców i pracowników potrwają do połowy lipca. Z uwagi na różnicę zdań najpewniej kwota zostanie ustalona przez rząd w drodze rozporządzenia. Niejednomyślni są związkowcy.

W kontrze do rządowej propozycji oprócz Solidarności stoi także jej konkurent - Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. Z tym, że OPZZ chciałoby jeszcze większego wzrostu płacy minimalnej. Od razu do 50 procentowego poziomu średniego wynagrodzenia. To daje kwotę 2383 zł brutto.

Pracodawcy chcą dać mniej niż rząd. Zarówno Konfederacja Lewiatan, jak i Pracodawcy RP proponują ustawowe minimum wzrostu płacy minimalnej na poziomie 2217 zł brutto.

Podsumowując, rząd chce ustalić płacę minimalną na poziomie 2220 zł brutto, co na rękę dałoby 1613 zł. Solidarność domaga się 2278 zł brutto, czyli 1653 zł netto. OPZZ chce wzrostu do 50 proc. średniej, tj. 2383 zł brutto, co na rękę daje 1727 zł. Natomiast pracodawcy proponują płacę minimalną w kwocie 2217 zł, czyli 1610 zł netto.

Unia ujednolica rynek pracy

Mimo sprzeciwu Polski i Węgier oraz wstrzymaniu się od głosu przez Łotwę, Litwę, Chorwację i Wielką Brytanię, od 2020 roku w życie wejdzie tzw. dyrektywa o pracownikach delegowanych. To oznacza, że po 12 miesiącach delegowania pracowników do innych państw unijnych konieczne będzie zrównanie ich pensji z płacami oferowanymi na terenie danego kraju.

„Solidarność” i w tym przypadku nie stała po stronie polskiego rządu, a Parlamentu Europejskiego. Zdaniem związku, pracownicy dzięki tej dyrektywie będą sprawiedliwiej wynagradzani. W Polsce dyrektywa budziła kontrowersje i obawy głównie branży transportowej.

Polskie firmy transportowe zdołały zdominować unijny rynek, głównie dzięki niskim cenom. Pojawiły się zarzuty, że przez konieczność wzrostu płac pracowników delegowanych z rynku znikną mniejsi gracze. To z kolei miałoby prowadzić do zmniejszenia konkurencyjności.

Kwestia transportu nie jest jeszcze rozstrzygnięta. Dyrektywa o pracownikach delegowanych dla tego sektora gospodarki będzie miała zastosowanie dopiero po wejściu w życie tzw. Pakietu Mobilności. Do tego czasu nadal obowiązują przepisy z dyrektywy o pracownikach delegowanych z 1996 r.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

płaca minimalna, pensja, solidarnosc, strajki
Czytaj także
Polecane galerie
a Co ze STAZOWYM/?
2018-07-13 11:39
Problem niesprawiedliwości 'stażowego' dotyczy głównie 'budzetówki'! W 2018 płaca minim. wynosi 2100 zł brutto. Pan X z wieloletnim doświadczeniem np.w zamówieniach, który pracuje w urzędzie, zarabia 1800 zł pensji zasadniczej, a pozostałe 300 zł dostaje w formie dodatku stażowego. Jego młodsza koleżanka, ktua zaczyna dopiero drogę zawodową np.pani wożna również zarabia 2100 zł brutto, jednak całą kwotę w ramach pensji zasadniczej bo to jest jej pierwsza praca i nie ma 'stazowego'. A od 2019 roku pani wozna i pan X zarobią po 2200 brutto czyli po 1630netto.. I często jest tak, ze pan X pełni funkcje odpowiezawodową i ma studia, odpowiada za budżet, finanse...i ma chyba wiekszą odpowiedzialność od pani wożnej.. To jest przykład wyjęty z wielu jednostek budzetowych z mojej także i wielu ludzi to już bardzo drażni i odchodzą do innej pracy gdzie ich kompetencje, doswiadczenie i wykształcenie jest docendocenianejuz nie pod względem stanowiska ale przede wszystkim finansowo! Liczymy, ze wkrótce p.Rafalska ogłosi te zmiany..godne zmiany!
Łajdacy
2018-06-27 17:29
Za nic 500+ to za pracę należy się 5000+
Jubel1
2018-06-27 16:20
zydzi znowy zrobili nam podwyzke cen benzyny
Pokaż wszystkie komentarze (74)