Awantura w siedzibie LOT. Prezes szykuje wniosek do prokuratury. Opozycja mediuje
Wrze pod siedzibą PLL LOT w Warszawie. - Liderzy związkowi zorganizowali nielegalny strajk, a teraz próbują sterroryzować praworządnie działającą organizację - grzmiał prezes spółki Rafał Milczarski. "Wstyd i hańba", "kłamca", "musisz odejść" - odpowiedzieli mu z kolei protestujący, wspierani przez posłów opozycji.
W poniedziałek w siedzibie PLL LOT pojawiły się Monika Żelazik i Agnieszka Szelągowska (związek zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego) oraz Adam Rzeszot (szef związku zawodowego pilotów). Powód? Spotkanie z prezesem PLL LOT Rafałem Milczarskim. Związkowcy zdecydowali się, żeby nagrać spotkanie, bo - jak tłumaczą - wiedzieli, że sami również są nagrywani. Zapis rozmowy publikuje "Newsweek".
Szef LOT-u apeluje, by strajk został zakończony dla dobra spółki, z kolei druga strona domaga się wpuszczenia do siedziby firmy protestujących. W pewnym momencie do związkowców dociera jednak informacja, że 67 pracowników zostało zwolnionych dyscyplinarnie przy użyciu poczty elektronicznej, a ich przepustki do siedziby firmy przestały działać. Wtedy atmosfera się zagęściła, a przedstawiciele pracowników postanowili zakończyć rozmowy i chcieli opuścić gabinet.
Zobacz też: Prezes LOT ostro o związkowcach. Strajku się nie boi
Jednak w tym momencie prezes wyciągnął przygotowane dla nich pisma ze zwolnieniem dyscyplinarnym. Ponieważ związkowcy kilkukrotnie powtarzali, że żadnego pisma nie przyjmują, prezes Milczarski postanowił odczytać im ich treść na korytarzu. Najpierw jednak - według relacji trójki związkowców - miał zagrodzić drogę Adamowi Rzeszotowi, by ten nie mógł opuścić gabinetu.
Reprezentujący związkowców prawnik Karol Sadowski powiedział "Newsweekowi", że tak wręczone zwolnienie nie ma mocy prawnej. - Może pan prezes biegnąc po korytarzu i krzycząc coś odczytał, ale czy to było to pismo z wypowiedzeniem, tego nie wiem - powiedział.
We wtorek po godzinie 14 pod siedzibą spółki oprócz protestujących pojawili się posłowie opozycji, wśród nich m. in. Bartosz Arłukowicz i Ewa Kopacz. Pytali oni o sytuację w spółce prezesa Milczarskiego, który zdecydował się wyjść do protestujących.
- Wiedzieli, że strajk jest nielegalny - mówił we wtorek siedzibie PLL LOT prezes Milczarski, który wprowadził protestujących do osobnego budynku, w którym - jak zapewniał - mają oni szatnię oraz możliwość ogrzania się. Co jednak ciekawe, sam nie mógł się do tego budynku dostać, bo jego przepustka również nie zadziałała.
"Musisz odejść", "wstyd i hańba", "kłamca" - odpowiedzieli protestujący, a pod siedzibą spółki atmosfera zrobiła się bardzo gorąca. Z kolei w siedzibie pojawili się również zwolennicy obecnego prezesa, skandujący "nie dla strajku".
Poniedziałkowe zwolnienia
- Zarząd pcha naszą firmę na dno - komentowała w poniedziałek w rozmowie z money.pl Monika Żelazik, działaczka związkowa LOT-u, której zwolnienie stało się impulsem do protestu. Jej zdaniem zwolnionych osób jest więcej, być może nawet 80. Wszystko przez to, że protestujący dopiero dostają się do swoich firmowych skrzynek, które wcześniej były zablokowane.
Zdaniem związkowców zwolnienia strajkujących są nielegalne. - Nie było konsultacji ze związkami zawodowymi, były blokowane skrzynki mailowe. Informowaliśmy o tym już w piątek. Nie było skutecznego doręczenia dokumentu z podpisem - wylicza Żelazik.
Jak zapewnia w rozmowie z money.pl, zwolnienia przyniosły efekt przeciwny wobec zamierzonego. - Wiemy, że będzie ciężko, ale ludzi to bardzo zjednoczyło. Mamy informację o kolejnych osobach, które dołączają do strajku. Można spodziewać się odwołania kolejnych lotów - twierdzi.
Co ciekawe, Żelazik, mimo iż to od jej zwolnienia zaczęła się aktualna akcja strajkowa w firmie, sama dotychczas formalnie nie dostała wypowiedzenia. - Na razie otrzymałam tylko świadectwo pracy - ujawnia.
W odpowiedzi na nasze zapytanie Biuro Prasowe LOT twierdzi, że spółka zakończyła spór zbiorowy i podpisała wiążący i legalny regulamin wynagradzania ze Związkiem Zawodowym Pracowników PLL LOT i Związkiem Zawodowym NSZZ "Solidarność". Niezmiennie spółka stoi też na stanowisku, że obecny strajk jest nielegalny, a dyscyplinarne zwolnienie 67 osób musiało się odbyć. Chodzi o osoby, "które oświadczyły, że odmawiają wykonania obowiązków służbowych w związku z przyłączeniem się do nielegalnego strajku".
Zdaniem LOT odbyło się to zgodnie z ustawą o związkach zawodowych, w trybie umożliwiającym ominięcie konsultacji ze związkami zawodowymi.
Strajk od czwartku
W czwartek ponad 100 pracowników protestowało w siedzibie firmy. W piątek rano nie zostali wpuszczeni do budynku. Protestują na zewnątrz.
Głównym punktem sporu między związkami zawodowymi działającymi w LOT a władzami spółki jest wypowiedziany w 2013 roku regulamin wynagradzania z 2010 roku. LOT wówczas stanął na krawędzi bankructwa i musiał przeprowadzić restrukturyzację.
Czytaj także: Strajk w PLL LOT. Przewoźnik wynajął samoloty z załogami
Spółka otrzymała pomoc publiczną, którą notyfikowała Komisja Europejska. Stare zasady dotyczące wynagrodzeń zostały zastąpione nowymi, ramowymi - zdaniem związków - mniej korzystnymi dla pracowników.