wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Money.plFirmaFirma JutraBig data pomoże odnaleźć miłość na całe życie

Big data pomoże odnaleźć miłość na całe życie

Fot. Josh Willink//Pexels
Czy komputerowe algorytmy mogą być bardziej skuteczną swatką, niż żywi ludzie? Czy korzystając z analizy big data możemy znaleźć najbardziej dopasowaną do nas osobę i nawiązać z nią bliską relację?

Polacy coraz częściej się rozwodzą. Według ostatnich danych GUS w 2015 roku sądy udzieliły o 2000 rozwodów więcej, niż w 2014 roku. To znaczy, że w tym czasie rozstało się aż 67,3 tys. małżeństw. Najczęstszą przyczyną rozwodów była niezgodność charakterów - niemal co trzecia para małżeńska rozchodzi się z tego powodu. Może więc trzeba poszukać rozwiązań, które pomogą znaleźć "drugą połówkę” w sposób mniej uczuciowy a bardziej naukowy?

Miliony randkujących co dzień

"Musi kochać psy” - takie kryterium potencjalnego ukochanego zawierał profil Sarah Nolan umieszczony na serwisie randkowym Perfectmatch. Jak świetnie wiedzą wielbiciele filmu "Facet z ogłoszenia”, poszukiwania bohaterki granej przez Diane Lane zakończyły się powodzeniem - znalazła wielką odwzajemnioną miłość, a poznany przez internetowy anons Jake lubił psy. Wszystko wskazuje na to, że żyli ze sobą potem długo i szczęśliwie.

Film o internetowym randkowaniu Sarah i Jake'a pochodzi z 2005 roku. Serwis Perfectmatch nie dotrwał do naszych czasów. Rozwinął się za to Facebook i wykorzystujący jego dane Tinder, który ma już 100 milionów użytkowników, a ta liczba systematycznie rośnie. Pojawiają się też inne podobne aplikacje, jak Dine czy OkCupid. Maleje zaś popularność klasycznych portali randkowych.

Nowa epoka randkowania

W poprzedniej epoce randkowania wysiłek wyszukiwania leżał po stronie użytkownika. Wchodził do serwisu, wypełniał standardowe pola - wiek, wzrost, waga, zainteresowania, miejsce zamieszkania, stan cywilny czy "jakiego typu relacji szukasz”.

Użytkownik określał więc dane, które dają się ustandaryzować, a potem mozolnie przedzierał się przez kolejne podstrony zawierające listę osób pasujących do zadanych kryteriów. Tak działało i działa nadal wiele serwisów pomagających w budowaniu relacji - jak FriendFinder, polskie randki w serwisie O2 (Grupa WP do której należy także Money.pl) czy Sympatia.pl.

Mechanizmy te wykorzystuje również serwis katolicki Przeznaczeni, dla polonusów Polish Hearts, dla seniorów Razem50plus czy AgroRandka, która wyrosła na fali popularności programu telewizyjnego.

Serwis Tinder oparty o aplikację mobilną to zupełnie inna jakość internetowego randkowania. Zaprzągł do poszukiwań „drugiej połowy”, technologie:

  • Geolokalizację. Na podstawie danych z sieci komórkowej i GPS Tinder łączy ze sobą osoby znajdujące się w odległości nie większej niż 160 km i nie mniejszej niż 2 km od siebie.
  • Media społecznościowe. Zakładając konto na Tinderze nie można się obyć bez konta na Facebooku. Konto w aplikacji randkowej czerpie z najpopularniejszego serwisu społecznościowego zdjęcia i podstawowe informacje.
  • Big data. W przeciwieństwie do klasycznych serwisów randkowych to nie my wyszukujemy odpowiednie osoby, ale jest ona nam podpowiadana przez algorytmy Tindera. Możemy zaakceptować potencjalną znajomość (przesuwając palec w prawo) albo w lewo (odrzucając potencjalny kontakt). Jeśli obie osoby zaakceptują się wzajemnie, są "sparowane” i dostają stosowne powiadomienie. Mogą wtedy porozmawiać na prywatnym czacie. Jeśli nie - system Tindera i tak dostaje powiadomienie o reakcji. Zachowania użytkowników są analizowane i służą jako jedno ze źródeł danych do budowania „współczynnika atrakcyjności”, wykorzystywanego do dalszego łączenia ze sobą użytkowników. Algorytmy Tindera korzystają z wielkich zasobów danych dostarczanych przez użytkowników - zewnętrznych (wspomniany Facebook, geolokalizacja) jak i tworzonych w systemie (reakcje na podsuwane przez system zdjęcia).

Podobieństwa się przyciągają?

Sposób działania algorytmów łączących ze sobą użytkowników Tindera są ścisłą tajemnicą. Tylko pośrednio można domniemywać jak kształtowane są zasady funkcjonowania aplikacji. Big data wykorzystywana jest np. podczas analizy zachowań użytkownika - czy podsuwane profile potencjalnych "swipuje w prawo” ("lajkuje”) częściej niż inni, rzadziej czy przeciętnie. Jeśli robi to zbyt często, może wskazywać, że desperacko poszukuje znajomości, zatem domyślnie jego atrakcyjność jest poniżej przeciętnej.

- Takie zachowanie obniża jakość swipe'a – zdradził Dan Gould, wiceprezes Tindera ds. Technologii w wywiadzie dla magazynu Fortune. Pośrednio więc dane uzyskane w ten sposób wpływają na wskaźnik atrakcyjności - czyli to w jaki sposób dany profil wyświetla się różnym użytkownikom. Z drugiej strony wpływa na niego także zachowanie innych użytkowników - to ile i jakie osoby "swipują” nasz profil w lewo (czyli oceniają negatywnie) czy w prawo (pozytywnie).

Autokreacja psuje Big datę

Szczegółowe dane z serwisów randkowych to kopalnia złota dla firm przy realizowaniu działań marketingowych. Przy pomocy narzędzi big data i sztucznej inteligencji można je analizować na różne sposoby.

Systemy uczenia maszynowego, jednej z gałęzi sztucznej inteligencji, na podstawie zachowań użytkowników w sieci oraz pozostawionych przez nich danych rozpoznają ich zainteresowania czy zwyczaje zakupowe. Pozwala to firmom na dostosowywanie swojej oferty do oczekiwań klientów oraz precyzyjne targetowanie przekazów marketingowych. – wyjaśnia Krzysztof Jonak, Poland Country Manager w Intelu

Na razie jednak potencjał Tindera jest wykorzystywany dość ostrożnie. Tinder np. ostrzegał w kampanii społecznej przed AIDS, promował akcję Amnesty International dotyczącą praw kobiet czy premierę nowego sezonu serialu Walking Dead. Jednak pojawiają się pogłoski, że tak wiele wartościowych danych nie może bezczynnie leżeć na serwerach Tindera i operator aplikacji będzie je znacznie chętniej wykorzystywał.

Podobnie inne serwisy stwarzają pokusy sięgnięcia po dane w celu ich zmonetyzowania. Jeśli wiemy, jacy użytkownicy serwisu randkowego "kochają psy”, to możemy skierować właśnie do nich ofertę karmy dla zwierzaków, akcesoriów czy usług weterynaryjnych. Jeśli zdjęcia pokazywane potencjalnej "drugiej połówce” pokazują użytkownika w towarzystwie psiaka - wiarygodność takich danych jest jeszcze silniejsza. Problemem może okazać się jednak tzw. bug data – czyli dane nieprawdziwe lub nieaktualne. Z problemem bug data musi się zmierzyć więc zarówno osoba szukająca miłości w aplikacji czy serwisie randkowym, sam Tinder, jak i każdy inny podmiot korzystający z analizy "swatkowych” danych. Dane z Facebooka, choć ciekawe, są bowiem często efektem nadmiernej autokreacji, charakterystycznej dla aktywności w mediach społecznościowych.

Katarzyna Kęsy

Szukasz porady? Skontaktuj się z ekspertem z Asseco:
+48 22 574 88 23; e-mail: piotr.fabjaniak@assecods.pl

Czytaj także