wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Money.plFirmaFirma JutraBig data w sporcie, czyli czy futbol czeka wielka rewolucja?

Big data w sporcie, czyli czy futbol czeka wielka rewolucja?

Fot. Cindydangerjones // pixabay

Zrewolucjonizowała baseball, coraz śmielej wkracza też do świata piłki nożnej. Big data, czyli system gromadzenia i przetwarzania informacji powoli rozpycha się w futbolu na najwyższym poziomie. Wkrótce może w nim odgrywać decydującą rolę.

- Witamy w Oakland - usłyszał David Justice w 2002 roku i nie krył zdziwienia, gdy dowiedział się, że w nowym klubie musi zapłacić, żeby z automatu wyskoczyła puszka Coca-Coli. Trudno o bardziej dobitny dowód, że w klubie nie narzeka się na nadmiar gotówki. Mimo braku pieniędzy Oakland Athletics wkrótce staną się rewelacją bejsbolowej ligi. Jedna z najuboższych drużyn w Major League Baseball zanotuje niewiarygodne pasmo dwudziestu zwycięstw z rzędu, bijąc rekord ligi. W konferencji wschodniej nie będzie miała sobie równych, wygra aż 103 mecze.

Rewolucja szaleńca

Za ich sukcesem stał jeden człowiek. Billy Beane, menedżer generalny klubu, którego metody zrewolucjonizowały dyscyplinę. Początkowo wyśmiewany, porównywany do klauna. W jego sukces wierzyli nieliczni, zdecydowana większość "znawców" pukała się w czoło. Co takiego zrobił, gdy przyszedł do klubu? Sprzedał najlepszych graczy Oakland Athletics, wyrzucił skautów, kupił zawodników co najwyżej przeciętnych i... zaczął odnosić sukcesy. Niemożliwe? Nie w Ameryce.

Beane jako pierwszy bezwzględnie zaufał liczbom. Wprowadził system gromadzenia szczegółowych danych na temat każdego zawodnika. Zawierzył analizom statystycznym, na jej podstawie oceniał graczy. Czyli temu, co dziś rozumiemy pod pojęciem big data. I odniósł spektakularne zwycięstwo.

- Gdy wybierasz zawodnika do swojej drużyny, sytuacja przypomina wizytę w kasynie. Ryzyko jest duże, szansa trafienia mała. Myślisz więc, co zrobić, aby zminimalizować możliwość przegranej. Jaka metoda pozwoli na zwrot zainwestowanych pieniędzy? - tłumaczył Beane sugerując, że liczby nie kłamią. Według niego dopiero kierowanie się danymi i statystyką może dać nam pełny obraz na temat sportowca.

- Musimy wykorzystać każdą cząstkę informacji na temat danego zawodnika. Nawet najmniejsza z nich może dać nam odpowiedź na pytanie, jak prawidłowo go wykorzystać i rozwinąć - przekonywał menedżer Oakland Athletics, który wraz z Paulem DePodestą był twórcą sukcesów klubu na początku wieku. Na podstawie ich działań powstała książka Micheala Lewisa "Moneyball. Nieczysta gra", a następnie głośny film "Moneyball" z Bradem Pittem w roli głównej.

Wielki sukces drużyny z Kalifornii spowodował, że kluby w Stanach Zjednoczonych zaczęły skupiać coraz większą uwagę na danych statystycznych, nie ufając tylko ludzkiemu oku. Rozpoczął się proces, który wciąż trwa, zaznaczając swoją obecność także w innych najbardziej popularnych sportach w USA - koszykówce, futbolu amerykańskim i hokeju na lodzie.

Było tylko kwestią czasu, nim big data zacznie odgrywać większą rolę także w najbardziej popularnym sporcie świata. I choć o "Banku Informacji" stworzonym przez Jacka Gmocha było już głośno na świecie pod koniec lat 70. ubiegłego wieku, kilkadziesiąt lat później w świecie piłki nożnej w analizowaniu danych człowieka zastąpiły komputery. I to one zaczęły decydować o tym, który piłkarz będzie najbardziej przydatny drużynie. Przynajmniej w FC Midtjylland.

Niezależnie, czy mówimy o skompletowaniu skutecznej drużyny sportowej i zarządzaniu nią tak, aby odnosiła sukcesy, czy o strategii biznesowej, kluczem jest analiza informacji i wyciąganie wniosków. Dzięki nowoczesnym technologiom analityka ta może zachodzić na znacznie większą skalę. Wydajne komputery, serwerownie – lub nawet superkomputery – przetwarzają ogromne zbiory danych ułatwiając przekształcanie ich we wnioski. Analiza big data jest wykorzystywana w bardzo wielu dziedzinach – od telekomunikacji, bankowości i handlu przez medycynę, po sport i rozrywkę. Efektywna analiza w czasie rzeczywistym ułatwia szybkie podejmowanie decyzji i reagowanie na zmiany, a to klucz do sukcesu zarówno w biznesie, jak i w sporcie – mówi Krzysztof Jonak, Poland Country Manager w Intelu

Duński eksperyment

To właśnie duński klub z niewielkiego miasta Herning jest najlepszym przykładem, że big data może doprowadzić do sukcesów w futbolu. Filozofię Billy'ego Beane'a wprowadził tam angielski biznesmen Matthew Benham, który dorobił się fortuny na prowadzeniu zakładów bukmacherskich. Maniak liczb, dla którego wszystko jest policzalne, najpierw uratował klub od bankructwa, następnie znalazł wspólny język z szefem FC Midtjylland Rasmusem Ankersenem. Okazało się, że on również jest zafascynowany wpływem matematyki na futbol.

Były piłkarz, później trener grup młodzieżowych, długo szukał odpowiedzi na pytanie, czy człowiek może być gwarantem sukcesu w sporcie. W tym celu jeździł po świecie, odwiedzał najlepsze szkoły sportowe - bazę lekkoatletów na Jamajce, był w Kenii u biegaczy długodystansowych, trafił także do następców Pele w Brazylii. Wniosek był jeden - człowiek jest zbyt zawodną istotą, by polegać tylko na nim. Potrzebna jest pomoc matematyki i analiz statystycznych. Musiał się więc porozumieć z Benhamem. Efekty współpracy dwóch fanatyków futbolu nadeszły bardzo szybko - już po kilkunastu miesiącach doprowadzili klub do pierwszego w historii mistrzostwa Danii.

- Dopiero kolejne lata przekonają nas, czy mieliśmy rację. Odniosłem wielki sukces w zakładach bukmacherskich, ale to nie oznacza, że powtórzę to w sporcie. Wiem, że wielu nam kibicuje, ale na pewno mnóstwo osób czeka na nasze potknięcie - mówił Benham. Potknięć nie ma jak dotąd zbyt dużo - w lutym tego roku klub z zaledwie 17-letnią historią pokonał w Lidze Europy Manchester United.

Czy sukces FC Midtjylland można jednak uznawać za przekonujący dowód na to, że analizy baz danych będą w najbliższym czasie podstawą pracy największych klubów na świecie? Sceptycy takiego scenariusza mogą w tym miejscu przypomnieć, że bezkrytyczna wiara w liczby nie przyniosła sukcesów w Liverpoolu. W 2010 roku The Reds przejął amerykański milioner John W. Henry, właściciel baseballowego klubu Boston Red Sox, który dzięki filozofii "moneyball" dwukrotnie sięgał po mistrzostwo MLB. Amerykanin nie miał wątpliwości, że dzięki tej samej metodzie będzie święcił triumfy w futbolu. Dyrektorem sportowym został mający podobne zdanie Damien Commoli. Efekty jego dwuletnich rządów na Anfield Road? Miejsca poza czołówką w Premier League, przepuszczone 80 milionów na przeciętnych piłkarzy. Do dziś kibice LFC na nazwę "moneyball" reagują niezwykle nerwowo.

Dlaczego więc system, który tak znakomicie sprawdzał i sprawdza się w baseballu, nie jest gwarantem sukcesu w piłce nożnej? W futbolu nie wszystko da się bowiem przewidzieć, w większym stopniu bazuje na indywidualnych decyzjach zawodnika i jest w nim więcej przypadkowości. Ten ostatni czynnik wszyscy starają się jednak ograniczyć do minimum.

Największe kluby w Europie, a także już Polsce, korzystają z programu ProZone. To unikalne rozwiązanie, charakteryzujące się 100-procentową dokładnością pomiaru danych. Dzięki zainstalowanym kamerom, zgromadzony materiał obejmuje absolutnie wszystkie informacje na temat danego piłkarza. Programy, takie jak Castrol Index czy Opta znane są już trenerom i kibicom w całej Europie. Wszystko po to, aby zdobyć jak najwięcej informacji, których nie dostrzega ludzkie oko.

Komputery zastąpią ludzi?

Czy podobnie jak w baseballu, możemy spodziewać się również zanikania profesji skauta? W Midtjylland nie mają wątpliwości - obejrzenie piłkarza na żywo w jednym meczu nic nie daje. Z kolei powtórzenie tego kilka razy tylko zamazuje punkt widzenia. Jednym z najważniejszych haseł jego klubu jest zdanie: "Nie ufaj swoim oczom". Według nich człowiek nigdy nie jest do końca obiektywny, rządzą nim emocje i uprzedzenia, danymi nie.

- Wierzymy, że bardziej efektywne jest obejrzenie wielu więcej spotkań na wideo. Dlatego u nas skauci mają inną rolę. Ich rolą nie jest powiedzenie nam, czy piłkarz jest dobry czy nie. My to już wiemy. Skauci mają za zadanie zdobyć wszelkie możliwe informacje na temat charakteru zawodnika - przekonuje Ankersen.

Po 15 latach od momentu, w którym zrewolucjonizował baseball, Billy Beane jest jednym z najbardziej szanowanych ludzi w sportowym środowisku w USA. Dla tysięcy kibiców jest wręcz autorytetem. Doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że to co wymyślił, nie będzie działać wiecznie.

- Jeśli wydaje ci się, że wymyśliłeś ideę, która będzie działać wiecznie, to się mylisz. Nigdzie nie ma takich przypadków. W lidze pracuje wielu błyskotliwych ludzi. Jeśli chcesz odnosić sukcesy w dłuższej perspektywie, nie możesz cały czas działać w ten sam sposób - uważa Beane.Nowoczesne technologie pozwalają dziś na wiele - kamery śledzą każdy ruch sportowca, a programy zaangażowane w analizy pozwalają wręcz na przewidywanie kolejnych wydarzeń. Nawet komputery nie są jednak w stanie przewidzieć, co stanie się, gdy piłkę przy nodze ma Cristiano Ronaldo czy Leo Messi.

Do czasu?

Tomasz Skrzypczyński

Szukasz porady? Skontaktuj się z ekspertem z Asseco:
+48 22 574 88 23; e-mail: piotr.fabjaniak@assecods.pl

Czytaj także