wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Money.plFirmaFirma JutraSamochód jutra - jazda bez trzymanki?

Samochód jutra - jazda bez trzymanki?

Zastanawiasz się, czy wymienić samochód na nowy? I czy warto rozważać model z silnikiem na prąd? A co, jeśli za parę lat przeżytkiem będzie nie samochód na paliwo, a sama idea posiadania prywatnego auta?

Miłość bywa ślepa, a afekt dużych chłopców do ich ukochanych zabawek – samochodów – nie jest tu wyjątkiem. Bez względu na to jednak, panowie, jak bardzo kochamy swoje cztery kółka, i jak bardzo nie wyobrażamy sobie świata bez siebie za kierownicą, mamy marne szanse w brutalnej konfrontacji z faktami. Świat motoryzacji, który znamy, przemija. Dla większości z nas posiadanie samochodu będzie miało w przyszłości znikomy sens. I coraz mniej osób będzie miało okazję z tego przywileju korzystać. Samochody przetrwają, ale na innych zasadach użytkowania niż dziś.

Coraz mniej miejsca na prywatne auta

Słynny brytyjski przyrodnik Sir David Attenborough, znany głównie ze znakomitych filmów o życiu zwierząt i roślin, zwykł mawiać, że największym zagrożeniem dla świata jest plaga ludzkości, rozmnażającej się w przerażającym tempie. Trudno się z tym nie zgodzić. Jest nas zbyt wielu, by ekosystem Ziemi był w stanie to znieść bez szwanku. Obecnie liczba ludności świata sięga około 7,5 miliarda. Przewiduje się, że do końca wieku może wzrosnąć do 11 miliardów. Dla porównania, jeszcze w XIX wieku populacja globu wynosiła miliard. A w pierwszym roku naszej ery na całej Ziemi żyło zaledwie 250 milionów ludzi.

To wszystko ma swoje konsekwencje. Mieszkańcy miast słusznie narzekają, że samochodem już się niemal nie da jeździć po ulicach. Znalezienie miejsca do zaparkowania w wielu aglomeracjach graniczy z cudem. Produkty uboczne spalania paliw mają katastrofalny wpływ na nasze zdrowie. Coraz więcej osób dochodzi do wniosku, że przy dramatycznie kurczących się światowych zasobach surowców i dramatycznym stanie zdewastowanej przez człowieka przyrody, prywatny samochód w mieście to bardzo kosztowny, bardzo szkodliwy i, w końcu zupełnie zbędny luksus.

Niektóre miasta już się zaczęły bronić przed inwazją aut, na przykład zamykając centra dla pojazdów prywatnych lub wprowadzając bardzo wysokie opłaty za parkowanie. Przykładem Londyn, którego ówczesny burmistrz Boris Johnson, w trosce o zdrowie i komfort życia mieszkańców, starał się przywrócić miasto pieszym i rowerzystom, kosztem dotychczasowej pełnej dominacji kierowców aut spalinowych.

Prąd to za mało?

Przez pewien czas wydawało się, że wystarczającym rozwiązaniem będzie przestawienie się na samochody elektryczne. Nie dość, że takie auto nie wydycha toksycznych spalin (jak i szkodliwych dla zdrowia nanocząstek), to przy tym jest ciche, w przeciwieństwie do silników na benzynę lub ropę. Wspomniany burmistrz Johnson testował nawet w Londynie systemy indukcyjnego ładowania samochodów elektrycznych podczas postojów, by ułatwić życie kierowcom, dotąd zmuszonym podpinać swoje auta kablami do gniazdka.

Silniki elektryczne rzeczywiście rozwiązują wiele problemów związanych z zalewem aut, ale to nie znaczy, że możemy zwyczajnie zamienić jeden silnik na inny, wszystko inne pozostawiając tak, jak było. Na ulicach miast i na parkingach nie ma miejsca na elektryczne samochody dla wszystkich, a nas nie stać już dłużej na tak rozrzutne marnowanie zasobów.
Poza tym w większości przypadków posiadanie własnego, miejskiego samochodu, tylko na własny użytek, jest skrajnie nieekonomiczne. Przykładowo, przy dojazdach do sklepu, samochód przez większość dnia nie jest wykorzystywany.

Rozwiązaniem jest system współdzielenia aut. W eksperymentalnym, pokazowym japońskim mieście przyszłości Fujisawa SST mieszkańcy wspólnie użytkują elektryczne samochody. O tym, który akurat jest dostępny, a który wkrótce się zwolni, dowiadują się z aplikacji w chmurze. Samochody po użyciu odstawiane są na parking, gdzie można podładować je prądem z lokalnej sieci podłączonej do paneli słonecznych na dachach. To znacząco zmniejsza koszty eksploatacji. Korzyścią ze współdzielenia aut jest także okazja do zacieśniania wzajemnych więzi między mieszkańcami, którzy muszą przecież jakoś się w tej kwestii dogadywać – na przykład ustalając dyżury w dowożeniu dzieci do szkoły. W wyalienowanym technokratycznym japońskim społeczeństwie, w którym atrofii uległy tradycyjne więzi społeczne, a nowe nie miały szansy się wytworzyć, wymóg sąsiedzkiej współpracy jest wartością bezcenną.

Sam pomysł współdzielenia aut (ang. car-sharing) nie jest nowy, pierwsze poważne próby wdrożenia tego modelu podejmowano już w latach 70. XX wieku. Jest też dziś realizowany w wielu miastach, także polskich. Jego rzeczywiste zalety widać jednak w pełni dopiero wtedy, gdy stanowi jeden z elementów kompleksowego, proekologicznego i prospołecznego rozwiązania, jak w przypadku współdzielenia elektrycznych aut w Fujisawa SST, wspomaganego aplikacją w chmurze.

Kolejnym krokiem będzie system współdzielenia elektrycznych samochodów zdolnych do jazdy autonomicznej.

Samochodzie, zawieź mnie do domu

Jest wiele powodów, dla których samoprowadzące auta uważane są za przyszłość motoryzacji. Oprócz większego bezpieczeństwa pasażerów i potencjalnych ofiar kierowców, a także większej mobilności osób, które nie potrafią prowadzić pojazdu lub nie mogą tego robić z innych powodów, kluczowa jest oszczędność. Oszczędność czasu, bo zamiast kierować autem, możemy skupić się na czymś innym, na przykład pracy lub lekturze. Ponadto komputer ma szansę dowieźć nas na miejsce szybciej – nie tylko dzięki precyzyjnej jeździe, ale także dlatego, że sztuczna inteligencja w chmurze wyznacza na bieżąco optymalną trasę. Krótsza jazda oznacza także mniejsze zużycie energii, a ta oszczędność przekłada się na korzyść dla środowiska naturalnego.

Rzecz w tym, że samoprowadzące auto wymaga nieustannego przetwarzania gigantycznej, wręcz trudnej do wyobrażenia ilości danych. Same tylko kamery to strumień circa 20-40 MB na sekundę, natomiast lidar: 10-70 MB na sek. Do tego dochodzą dane dostarczane przez radar, sonar i GPS. Oblicza się, że autonomiczny pojazd wymaga przetwarzania około 4000 GB – czyli aż czterech terabajtów(!) dziennie. Do tego wymagana jest rzecz jasna gigantyczna moc obliczeniowa. Nic dziwnego, że jedną z najważniejszych firm, które podjęły się pracy nad stworzeniem komputerowego systemu zawiadującego autonomicznym autem, jest Intel.

Lider na rynku procesorów, dysków SSD i Internetu rzeczy (ang. Internet of Things) rozwija swą technologię samochodów autonomicznych pod szyldem Intel® GO(TM) Automated Driving Solution. To kompleksowe rozwiązanie, obejmujące zarówno wydajny komputer pokładowy, narzędzia programistyczne, zaawansowane moduły sztucznej inteligencji, jak i system łączności bezprzewodowej w standardzie 5G – czyli technologię komunikacji cyfrowej, którą ze względu na zdolność do błyskawicznego transferu gigantycznej ilości informacji moglibyśmy nazwać autostradą danych. Współczesne sieci LTE nie byłyby w stanie podołać takiemu wyzwaniu.

Autonomiczny samochód musi przecież w każdej sekundzie komunikować się z chmurą, z innymi samochodami, na bieżąco analizować sytuację na drodze i podejmować zawsze optymalne, bezbłędne decyzje.

Intel, cyzelując swoje rozwiązanie, współpracuje m.in. z takimi gigantami, jak BMW Group i Mobileye. Niektóre funkcje, jak komputerowe wspomaganie parkowania, są tak zaawansowane, że wyszły poza fazę testów i są już implementowane w fabrycznych samochodach. Intel wykorzystuje na tym polu swoje olbrzymie doświadczenie w opracowywaniu rozwiązań z kategorii Internetu rzeczy. Przykładem system automatycznego parkowania samochodów opracowany wraz z firmą ADLINK, należącą do Intel® Internet of Things Solutions Alliance.

Gdy współdzielone, elektryczne samochody samoprowadzące staną się powszechnym standardem, niejeden z nas zatęskni za romantyzmem czasów, gdy kierowca sam prowadził auto, czując radość z panowania nad potężną maszyną. Zapewne będzie nam tego brakować, ale przy podliczaniu zysków i strat bilans tej wielkiej zmiany będzie przecież na plusie. Zyskamy na niej znacznie więcej, niż stracimy.

Intel rozpoczął intensywne prace nad rozwojem rozwiązań dla pojazdów autonomicznych i przeznaczy na ten cel 250 milionów dolarów w ciągu najbliższych 2 lat. Jest to niezwykle ważny dla nas temat, zwłaszcza w kontekście podjętej współpracy z firmami BMW oraz Mobileye. Dzięki niemu wprowadzenie rozwiązań dla zaawansowanego, w pełni zautomatyzowanego systemu wspomagania jazdy do produkcji seryjnej nastąpi w ciągu 5 lat. Co więcej już w tym roku zostanie wyprodukowanych 40 tego typu samochodów opartych o rozwiązanie Intel Go, które dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji pomaga koordynować pracę licznych sensorów i układów odpowiadających za pracę autonomicznego pojazdu – komentuje Krzysztof Jonak, Poland Country Manager w Intelu.

Szukasz porady? Skontaktuj się z ekspertem z Asseco:
+48 22 574 88 23; e-mail: piotr.fabjaniak@assecods.pl

Czytaj także