Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Money.plFirmaFirma JutraBig data w Białym Domu. Czy analiza danych może pomóc w wygraniu wyborów?

Big data w Białym Domu. Czy analiza danych może pomóc w wygraniu wyborów?

Fot. Mike Mozart/flickr (CC BY 2.0)

- Zrozumienie potęgi informacji jest kluczem do poprawy życia w niemal każdej sferze - to słowa Baracka Obamy, które wypowiedział, gdy w zeszłym roku rząd amerykański otworzył dostęp do blisko 135 tysięcy państwowych baz danych. Nie jest tajemnicą, że takie podejście do Big Data znacząco pomogło Obamie wygrać kilka lat wcześniej wyścig do fotela prezydenckiego.

Uświadomienie sobie, jak wiele różni rok 2008 od 2016 niemal zawsze wprawia w osłupienie. W 2008 r. na całym świecie było 89 osób potrafiących napisać aplikację na iPhone'a (i zapewne zdecydowana większość z nich znajdowała się w siedzibie Apple). Dziś liczba aplikacji dostępnych w AppStore grubo przekracza 2 miliony. Idźmy dalej - liczba ekspertów od marketingu w social media oscylowała w granicach 166 osób, ekspertów od projektowania architektury informacji nie było w ogóle (dziś jest ich ok. 3,5 tys.), zaś analityków Big Data była nieco ponad setka.

Pojawianie się zawodów, które nie istniały przed nieomal dekadą, jest ściśle skorelowane z rozwojem innowacji. Jak przyznał Jim Messina, dyrektor kampanii prezydenckiej Baracka Obamy, przez cały 2008 r. jego sztab wysłał... jednego tweeta.

- Uważaliśmy, że to głupawa technologia i nie pożyje długo - stwierdził wprost. W tym samym wywiadzie Messina wyjaśnia, że analiza danych pochłonęła miliard dolarów budżetu. Skala była ogromna - każdej nocy przeprowadzano 62 tysiące symulacji wyborów na podstawie zestawów danych liczących po 10 tys. prób. I tak przez 14 miesięcy, aż do wygranej Obamy.

- Zrewolucjonizowaliśmy sposób, w jaki można wykorzystać informację - podkreślił.

„Wykorzystanie informacji” brzmi złowrogo. Niemal od razu kojarzy się ze szpiegowaniem, zbieraniem danych wrażliwych w nielegalny i niewykrywalny sposób. "Wykorzystanie informacji” w kontekście wyborów prezydenckich wzbudza dwuznaczne skojarzenia tym bardziej - oto politycy zyskują potężne narzędzie. Wiedzą, co myślimy, ale także to, co dopiero pomyślimy. Czy jest się czego obawiać? Niekoniecznie - w big data nie chodzi o to, by nas "przechytrzyć”, tylko zrozumieć trendy w zachowaniu dużych społeczności. Tak jak odkrywanie praw rządzących naturą nie stoi w sprzeczności z etycznym sposobem postępowania.

W przypadku Obamy, chodziło głównie o to, by zbierać środki na kampanię od ludzi, którzy i tak gotowi byli poprzeć swojego kandydata, co z kolei pozwoliło - w skali roku i całego kraju - zaoszczędzić mnóstwo czasu i pieniędzy. Nie bez znaczenia okazało się także bardziej spersonalizowane podejście do okręgów i stanów, które mniej lub bardziej optowały za kandydatem.

Mało tego - wykorzystanie algorytmów do przewidywania, kiedy niezdecydowani wyborcy zasiadają przed telewizją pozwoliło także zoptymalizować zakup reklam w TV - dzięki temu pozyskano głosy 18 proc. wyborców przy zachowaniu tego samego budżetu.

Trump vs Clinton

Jak wygląda big data w obecnej kampanii? Wygląda na to, że podejścia są zgoła odmienne.

Jak donosi Forbes, kampania Trumpa jest tylko w niewielkiej mierze oparta na wykorzystaniu Big Data; milioner wykorzystuje bardziej tradycyjne kanały dotarcia do wyborców, takie jak telewizja czy radio. I choć żaden z kandydatów nie ujawnia w tej chwili, czy stosuje Big Data, eksperci wskazują, że działania Clinton – u której w sztabie znalazła się część pracowników Obamy - najprawdopodobniej zakorzenione są w twardej matematyce. Wynikać ma to m.in. z treści ogłoszeń o pracę dla "data anlytics”, sposobie wzrostu poparcia w poszczególnych stanach czy patrząc po wydatkach ponoszonych przez sztab.

Brak podobnych poszlak w przypadku Trumpa. Jak zresztą stwierdził w majowym wywiadzie dla agencji Associated Press, w kampanii opiera się raczej na "własnym uroku” i rozpoznawalności, jaką zbudował przez lata.

- Zawsze sądziłem, że wartość [Big Data - przyp. red.] jest przeceniana. Obama zdobył popularność w taki sam sposób, jak ja - mówił . Z jego słów wynika, że środki przeznaczone na działania związane z pozyskaniem informacji o niezdecydowanych wyborcach i symulacją różnych scenariuszy są "ograniczone”.

Narodowy Komitet Republikanów niezależnie od Trumpa, przeprowadza własne analizy, z których kandydat może, ale nie musi skorzystać. - Do tej pory wydano na zrobienie mi czarnego PR-u 100 milionów dolarów i, jak sądzę, tylko na tym zyskałem - skwitował.

W 2008 roku wykorzystanie Big Data wyglądało na kompletne szaleństwo. W 2016 nadal nie wydaje się to standardem, ale trudno nie zgodzić się z opinią, że jeżeli prezydentem USA zostanie kobieta, żadne kolejne wybory nie obejdą się już bez wykorzystania informacji w budowaniu modeli statystycznych.

Prawdziwą zagadką jest jednak to, czy w 2020 r. uda się zastosować Big Data nie tylko do przewidywania trendów, ale także aktywnego ich kreowania?

Materiał przygotowany we współpracy z firmą Intel

Szukasz porady? Skontaktuj się z ekspertem z Asseco:
+48 22 574 88 23; e-mail: piotr.fabjaniak@assecods.pl

intel, chmura, big data
Czytaj także