Notowania

Pracownicy z nowych krajów dyskryminowani w starej UE

Kraje starej UE rzucają kłody pod nogi firmom z nowych krajów wysyłającym swoich pracowników do świadczenia usług.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP / ITAR TASS)

Kraje starej UE rzucają kłody pod nogi firmom z nowych krajów wysyłającym swoich pracowników do świadczenia usług.

W piętrzeniu przeszkód celują Niemcy, którym grożą z tego powodu dalsze postępowania za łamanie unijnych przepisów - wynika z raportu Komisji Europejskiej.

Komisarz ds. pracy i spraw społecznych Vladimir Szpidla przedstawił raport o tym, jak kraje członkowskie wykonują unijną dyrektywę z 1996 roku, która miała znieść przeszkody administracyjne, jakie spotykają w UE firmy wysyłające swoich pracowników do innego kraju na określony czas. Samym pracownikom miała zaś dać gwarancję, że będą korzystali z przepisów prawa pracy kraju przyjmującego, w zakresie czasu pracy, płacy minimalnej i bhp.

Problemem jest to, że szereg krajów zasłaniając się dyrektywą stawia firmom takie biurokratyczne wymagania, które uniemożliwiają wysłanie pracowników, a co za tym idzie - wykonanie zlecenia. Tymczasem - podkreśla komisarz Szpidla - obowiązuje zasada proporcjonalności nakładanych ograniczeń i zakaz dyskryminacji.

"Mobilność pracowników jest kluczowa dla zapełnienia braków na rynku pracy UE. Na wspólnym rynku przedsiębiorstwa nie powinny napotykać żadnych barier, które nie są naprawdę konieczne, kiedy delegują pracowników do innego kraju" - powiedział Szpidla. "Wątpię, by wszystkie krajowe środki kontroli rzeczywiście służyły ochronie tych pracowników" - dodał.

_ Najbardziej utrudnia życie przedsiębiorcom obowiązek założenia przedstawicielstwa w kraju, do którego wysyłają pracowników, co jest wymagane w Niemczech, Grecji, Francji, Luksemburgu, Austrii, Finlandii i Szwecji (a także w Estonii i na Łotwie). Większość krajów wymaga zgłoszenia listy z nazwiskami delegowanych pracowników z wyprzedzeniem. _

W Niemczech na przykład przed rozpoczęciem prac pracodawca musi przesłać następujące dane: informacje o pracownikach, datę rozpoczęcia prac i ich przewidywany czas, adres miejsca pracy, a także dane przedstawicieli firmy w Niemczech.

Dodatkowo Niemcy żądają przechowywania w ich kraju szeregu dokumentów, w tym raportów dotyczących czasu pracy, listy płac i potwierdzeń wypłaty zarobków. Dokumenty te muszą być w języku niemieckim, co Komisja Europejska kwestionuje już od 2004 roku, kiedy rozpoczęła w tej sprawie procedurę dyscyplinującą.

"Z powodu nadmiernych kontroli i ograniczeń, jakie napotykają w Niemczech delegowani pracownicy, wobec tego kraj można się spodziewać kolejnych postępowań, które mogą zakończyć się przed unijnym trybunałem w Luksemburgu" - powiedział nieoficjalnie urzędnik KE.

Takie same procedury, najpóźniej do końca roku, mają być wszczęte wobec innych krajów, które nie zmienią na czas swoich przepisów dyskryminujących pracowników z nowych krajów UE. Natomiast już przed wakacjami KE zamierza wszcząć procedury za stawianie barier na rynku pracy obywatelom krajów trzecich delegowanym przez firmy z innych krajów UE.

Kraje członkowskie uzasadniają bariery ochroną swoich miejsc pracy i koniecznością walki z pracą na czarno. W piętrzeniu przeszkód przodują kraje, które zamknęły swoje rynku pracy dla obywateli z nowych krajów UE, a kontroli nie ma np. w Irlandii czy Wielkiej Brytanii.

Tagi: dyskryminacja pracowników, unia europejska, wiadomości, praca, gospodarka, baza wiedzy, polityka, prawo, msp, czołówki, zarzadzanie
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz